Rosyjskie drony naruszyły przestrzeń powietrzną Rumunii i Mołdawii podczas nocnych ataków na Ukrainę. Jak poinformowało Ministerstwo Obrony w Bukareszcie, jeden z bezzałogowców wleciał w rumuńską przestrzeń powietrzną i rozbił się w lesie na północy kraju. Do podobnych incydentów doszło również w sąsiedniej Mołdawii.

Prezydentka Mołdawii Maia Sandu przekazała, że co najmniej jeden rosyjski dron eksplodował na północy kraju. Według jej relacji masowy atak Rosji na Ukrainę po raz kolejny dotknął także terytorium Mołdawii. Sandu ostrzegła, że wojna zagraża całej Europie, podkreślając, że incydenty z naruszeniem przestrzeni powietrznej nie są już odosobnionymi przypadkami.

Rumunia, jako członek NATO, znalazła się w centrum uwagi sojuszu. Incydent z dronem, który spadł na jej terytorium, jest kolejnym w serii naruszeń przestrzeni powietrznej państw flanki wschodniej. Bukareszt poinformował o zdarzeniu w czwartek, co wywołało pytania o skuteczność obrony powietrznej w regionie.

Do zdarzeń doszło w momencie, gdy Polska również obserwuje rosnące zagrożenie ze strony rosyjskich dronów. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, podczas wizyty na Podkarpaciu, mówił o rozbudowie polskiej obrony powietrznej oraz rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi na temat wzmocnienia ochrony przestrzeni powietrznej. W rejonie Rzeszowa-Jasionki misję kończą holenderscy żołnierze, ale stacjonujące tam systemy Patriot pozostaną, a ich miejsce ma zająć kolejny sojusznik z NATO.

Naruszenia przestrzeni powietrznej Rumunii i Mołdawii przez rosyjskie drony to element szerszego wzorca. Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę rosyjskie bezzałogowce wielokrotnie zbaczały z kursu i wlatywały nad terytorium państw sąsiednich. Rumunia, która graniczy z Ukrainą na długim odcinku, wielokrotnie zgłaszała podobne incydenty, w tym przypadki odnajdywania szczątków dronów na swoim terytorium.

Mołdawia, niebędąca członkiem NATO, jest szczególnie narażona na tego typu zdarzenia. Kraj ten od dawna ostrzega przed rosyjskimi próbami destabilizacji i podkreśla, że wojna na Ukrainie ma bezpośrednie konsekwencje dla jego bezpieczeństwa. Eksplozja drona na północy Mołdawii potwierdza te obawy i rodzi pytania o zdolność Kiszyniowa do ochrony własnej przestrzeni powietrznej.

Incydenty zbiegły się w czasie z dyskusją w NATO na temat wzmocnienia obrony powietrznej na wschodniej flance. Państwa bałtyckie, Polska i Rumunia od miesięcy zabiegają o dodatkowe środki, w tym systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe, które mają chronić przed rosyjskimi dronami i pociskami manewrującymi. Sojusznicy stopniowo zwiększają swoją obecność w regionie, czego przykładem jest utrzymanie baterii Patriot w Polsce.

Na razie nie ma doniesień o ofiarach wśród ludności cywilnej w Rumunii ani w Mołdawii. Służby obu krajów prowadzą czynności wyjaśniające, a strona rumuńska potwierdziła miejsce upadku drona. Sytuacja pozostaje napięta, a kolejne ataki Rosji na Ukrainę mogą prowadzić do dalszych naruszeń przestrzeni powietrznej państw sąsiednich.

3Wyświetlenia

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.