Utrzymujący się deficyt handlowy Unii Europejskiej z Chinami stanowi poważne zagrożenie dla europejskiego przemysłu. Jeśli Bruksela nie podejmie zdecydowanych działań, za kilkanaście lat z rodzimej produkcji może niewiele zostać — ostrzega dr Adrian Brona z Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z PAP.
Ekonomista zwraca uwagę, że problem nie ogranicza się do samych Chin, lecz dotyczy całej konstrukcji wymiany handlowej. Europa od lat importuje z Państwa Środka coraz więcej towarów, podczas gdy eksport rośnie w znacznie wolniejszym tempie. Ta asymetria sprawia, że unijny przemysł traci zdolność konkurowania nie tylko na rynkach zewnętrznych, ale również we własnym domu.
W ocenie Brony kluczowe znaczenie ma skala zjawiska. Deficyt nie jest przejściowym zaburzeniem, lecz trwałą tendencją, która z roku na rok się pogłębia. Bez zmiany kursu europejskie fabryki, zakłady i całe gałęzie przemysłu mogą zostać wyparte przez tańszą i masową produkcję chińską. To z kolei oznacza nie tylko utratę miejsc pracy, ale także uzależnienie od zewnętrznych dostaw w strategicznych sektorach.
Ekonomista przestrzega również przed scenariuszem wojny handlowej między Unią Europejską a Chinami. Gdyby doszło do otwartego konfliktu celnego, skutki odczułyby także polskie firmy. Wiele z nich jest bowiem powiązanych z europejskimi łańcuchami dostaw, a ich kondycja zależy od stabilności wymiany handlowej w całej wspólnocie.
Polska gospodarka, silnie uzależniona od eksportu do krajów UE, byłaby szczególnie narażona na wtórne efekty takiego starcia. Spadek zamówień u zachodnich partnerów przełożyłby się na mniejsze zapotrzebowanie na polskie komponenty, usługi i półprodukty. W efekcie wojna handlowa uderzyłaby w rodzime przedsiębiorstwa nawet, gdyby bezpośrednio nie uczestniczyły w wymianie z Chinami.
Zdaniem Brony Unia Europejska stoi przed wyborem: albo aktywnie przeciwdziała narastającemu deficytowi, chroniąc kluczowe sektory przemysłu, albo godzi się na stopniową degradację własnej bazy produkcyjnej. Ekspert nie wskazuje konkretnych narzędzi, ale podkreśla, że bierność oznacza nieuchronne osłabienie pozycji Europy w globalnej gospodarce.
Ostrzeżenie to wpisuje się w szerszą debatę o bezpieczeństwie gospodarczym Starego Kontynentu. Coraz częściej mówi się o potrzebie dywersyfikacji dostaw, wspierania rodzimych technologii i odbudowy produkcji w obszarach uznawanych za strategiczne. Bez takich działań europejski przemysł może nie wytrzymać presji ze strony chińskiej potęgi wytwórczej.
Dla Polski oznacza to konieczność uważnego śledzenia unijnej polityki handlowej. Decyzje podejmowane w Brukseli będą miały bezpośredni wpływ na kondycję polskich firm, zatrudnienie i tempo wzrostu gospodarczego. Ekspert z UJ nie pozostawia złudzeń: jeśli nic się nie zmieni, za kilkanaście lat z europejskiego przemysłu naprawdę może niewiele zostać.
3