Polskie myśliwce zostały poderwane w związku z rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alert do mieszkańców województwa lubelskiego, a następnie ostrzeżenie o możliwym zagrożeniu atakiem z powietrza. W regionie, w tym w Lublinie, włączyły się syreny alarmowe.

Według wstępnych ustaleń Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych rosyjski dron nie spadł na terytorium Polski. Maszyna miała uderzyć po ukraińskiej stronie, w pobliżu przejścia granicznego w Dorohusku. Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Gorszewski potwierdził, że najprawdopodobniej miejscowość Jagodzin została rażona przez bezzałogowy statek powietrzny.

W związku z sytuacją loty zawiesiły lotniska w Lublinie i Rzeszowie. Po kilkudziesięciu minutach alert RCB został odwołany. Jak podały ukraińskie kanały telegramowe, w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin rozbił się dron. W sieci pojawiło się nagranie bezzałogowca, który miał uderzyć przy granicy. Przejście graniczne zostało ewakuowane.

Rzecznik wojewody lubelskiego potwierdził, że polecenie włączenia syren alarmowych wydało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. W polskiej przestrzeni powietrznej operowało lotnictwo wojskowe. Sytuacja była reakcją na rosyjskie ataki na zachodnie terytoria Ukrainy.

To kolejny incydent w regionie przygranicznym, który wymusił natychmiastową reakcję polskich służb. Poderwanie myśliwców i uruchomienie syren alarmowych pokazuje, jak szybko sytuacja za wschodnią granicą przekłada się na działania operacyjne w Polsce. Mieszkańcy województwa lubelskiego otrzymali alerty, które miały ich ostrzec przed potencjalnym zagrożeniem z powietrza.

Po odwołaniu alertu sytuacja wróciła do normy, a lotniska wznowiły działalność. Nie odnotowano jednak oficjalnego potwierdzenia, że jakiekolwiek szczątki drona spadły na terytorium Polski. Wojsko utrzymuje, że uderzenie nastąpiło po stronie ukraińskiej.

4Wyświetlenia

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.