Inflacja w Unii Europejskiej ponownie przyspieszyła. Według danych Eurostatu opublikowanych w czwartek wskaźnik wzrostu cen w całej Wspólnocie wyniósł w sierpniu 3,2 proc. rok do roku, podczas gdy w lipcu kształtował się na poziomie 3 proc. W strefie euro inflacja osiągnęła identyczną wartość 3,2 proc., rosnąc z 2,9 proc. miesiąc wcześniej. To pierwszy od kilku miesięcy tak wyraźny zwrot w górę w większości państw europejskich.

Polska znalazła się w gronie krajów o najsilniejszym przyspieszeniu dynamiki cen. Zgodnie z wyliczeniami Eurostatu inflacja nad Wisłą wyniosła w sierpniu 3,5 proc. To wynik o 0,5 punktu procentowego wyższy niż w lipcu i jednocześnie górna granica celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym przedziałem odchyleń do 3,5 proc. Oznacza to, że polska gospodarka balansuje na krawędzi akceptowalnego przez bank centralny poziomu wzrostu cen.

Co istotne, Główny Urząd Statystyczny podał wcześniej nieco niższy odczyt inflacji za sierpień — 3,4 proc. Różnica między szacunkami GUS a danymi Eurostatu wynika z odmiennych metodologii pomiaru, przede wszystkim innego koszyka dóbr i usług oraz sposobu uwzględniania wydatków konsumpcyjnych. Dla porównania, w skali całej Europy tylko w jedenastu krajach odnotowano większe przyspieszenie inflacji względem lipca niż w Polsce. To lokuje nasz kraj w niechlubnej czołówce państw, w których presja cenowa znów się nasila.

Sierpień przyniósł zaskakujący zwrot także w innych gospodarkach. Nawet w Turcji, która od lat zmaga się z galopującą inflacją, wzrost cen spowolnił. Tymczasem w Unii Europejskiej i strefie euro tendencja się odwróciła — po okresie dezinflacji, czyli stopniowego wygaszania dynamiki wzrostu cen, wskaźniki znów pną się w górę. Ekonomiści zwracają uwagę, że to efekt m.in. rosnących kosztów energii, odbicia cen żywności oraz bazy statystycznej z ubiegłego roku, kiedy to inflacja wyraźnie hamowała.

Dla konsumentów oznacza to, że codzienne zakupy znów mogą drożeć szybciej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dla przedsiębiorców — większą niepewność co do kształtowania cen i planowania inwestycji. Dla władz monetarnych w całej Europie — sygnał, że walka z inflacją nie została jeszcze zakończona i że ewentualne obniżki stóp procentowych mogą zostać odłożone w czasie. Europejski Bank Centralny, który w ostatnich miesiącach sygnalizował ostrożność, prawdopodobnie utrzyma restrykcyjne podejście do polityki pieniężnej.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej stoi przed podobnym dylematem. Inflacja na poziomie 3,5 proc. — według metodologii Eurostatu — oznacza, że presja cenowa nie wygasła, a ewentualne cięcia stóp procentowych mogą zostać przesunięte na później. Prezes NBP wielokrotnie podkreślał, że decyzje będą zależały od napływających danych. Sierpniowy odczyt z pewnością nie daje argumentów za szybkim poluzowaniem polityki pieniężnej.

Warto przypomnieć, że jeszcze wiosną inflacja w wielu krajach europejskich zbliżała się do celu banków centralnych, co rodziło nadzieje na trwały powrót do stabilności cen. Sierpniowe dane rozwiewają jednak część tych oczekiwań. Wzrost wskaźnika w aż dwudziestu krajach Europy to zjawisko szerokie i może mieć charakter trwalszy, zwłaszcza jeśli ceny surowców energetycznych pozostaną wysokie, a sytuacja geopolityczna będzie nadal wpływać na łańcuchy dostaw.

Kolejne odczyty inflacji — za wrzesień — będą kluczowe dla oceny, czy sierpniowy wzrost to jednorazowe zaburzenie, czy początek nowego trendu. Od tego zależeć będą decyzje banków centralnych, w tym NBP, a w konsekwencji koszt kredytów i oprocentowanie oszczędności. Na razie Europa musi się zmierzyć z faktem, że ceny znów rosną szybciej, niż jeszcze miesiąc temu sądzono.

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.