Polska jest dziś jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów tego, jak przyjęcie uchodźców może z czasem zmienić się z kosztu humanitarnego w mierzalny impuls gospodarczy. Badanie Deloitte przygotowane dla UNHCR szacuje, że obecność uchodźców z Ukrainy zwiększyła polski PKB w 2024 roku o 2,7 proc. w porównaniu ze scenariuszem, w którym tej grupy nie byłoby w gospodarce.

Skala zjawiska pozostaje duża. Na koniec czerwca 2026 roku w Polsce ochroną czasową było objętych 961 170 osób, które uciekły z Ukrainy. Większe skupisko znajdowało się tylko w Niemczech. Polska przyjęła więc nie tylko znaczną liczbę osób, ale także bardzo szybko otworzyła im dostęp do rynku pracy.

Według badania 69 proc. ukraińskich uchodźców w wieku produkcyjnym pracowało w 2024 roku. Dla obywateli Polski wskaźnik wynosił 75 proc. W praktyce oznacza to, że dystans do miejscowej populacji stał się stosunkowo niewielki, mimo że duża część uchodźców to kobiety, często opiekujące się dziećmi.

Najważniejszy wniosek dotyczy mechanizmu wpływu na gospodarkę. Uchodźcy nie zwiększają PKB wyłącznie przez własną pracę. Ich wynagrodzenia stają się konsumpcją, firmy zwiększają produkcję, pojawiają się wpływy z VAT, akcyzy, składek ZUS i NFZ oraz podatków dochodowych. Deloitte uwzględnia także podatki płacone przez przedsiębiorstwa, których przychody wzrosły dzięki zatrudnieniu lub konsumpcji uchodźców.

Model nie potwierdził obaw, że dodatkowa podaż pracy wypchnie Polaków z zatrudnienia albo obniży ich realne wynagrodzenia. W okresie integracji uchodźców wskaźniki zatrudnienia Polaków rosły, a bezrobocie spadało. Autorzy wskazują, że firmy dostosowały się do większej liczby pracowników, poprawiając specjalizację i produktywność.

Nie oznacza to jednak, że cały potencjał został wykorzystany. Tylko około jedna trzecia uchodźców z dyplomem wyższej uczelni pracuje na stanowiskach wymagających takiego wykształcenia. W wielu przypadkach problemem są procedury uznawania kwalifikacji, ograniczenia w zawodach regulowanych, opieka nad dziećmi oraz język.

Ten ostatni czynnik da się policzyć. Osoby płynnie mówiące po polsku zarabiają według analizy przeciętnie o około 700 zł netto miesięcznie więcej niż osoby z początkującą znajomością języka. Deloitte szacuje, że usunięcie nawet połowy zidentyfikowanych barier mogłoby przynieść co najmniej 6 mld zł dodatkowych korzyści gospodarczych rocznie, licząc konserwatywnie tylko bezpośrednie zyski pracowników.

Polski przypadek jest szczególnie mocny na tle Europy, ale nie jest całkowicie odosobniony. W Czechach bilans budżetowy związany z ukraińskimi uchodźcami przeszedł na plus już w 2024 roku. Tamtejsze ministerstwo pracy podało nadwyżkę 9,7 mld koron, a po trzech kwartałach 2025 roku było to 11,7 mld. W Niemczech integracja jest wolniejsza, ale liczba zatrudnionych obywateli Ukrainy wzrosła do 372,9 tys. w grudniu 2025 roku.

W całej Unii efekt ukraińskiej migracji trzeba oddzielać od szerszej migracji zarobkowej. IMF ocenia, że obywatele państw spoza UE wypełnili około dwóch trzecich miejsc pracy utworzonych w Unii między 2019 a 2023 rokiem, podczas gdy bezrobocie obywateli UE pozostawało historycznie niskie. Ukraińcy byli ważną częścią tego procesu, ale nie jedyną.

Polska weszła więc w kolejną fazę. Problemem nie jest już przede wszystkim to, czy uchodźcy znajdą jakąkolwiek pracę. Coraz ważniejsze staje się, czy lekarz, inżynierka, księgowa lub nauczyciel będą mogli pracować zgodnie z kwalifikacjami. To właśnie od tego zależy, czy 2,7-procentowy efekt okaże się jednorazowym skokiem wynikającym z większej liczby pracowników, czy początkiem trwalszego wzrostu produktywności.

Autor

Gospodarka

Piotr Zieliński — gospodarka, Rytm Kraju.