Dla Polski wizja znacznie większej Europy nie jest wyłącznie pytaniem o liczbę państw w Unii. To pytanie o to, gdzie znajdzie się środek ciężkości europejskiej gospodarki.

Gdyby do obecnej UE doliczyć Wielką Brytanię, Szwajcarię, Norwegię, Islandię, Liechtenstein, Bałkany Zachodnie, Mołdawię i Ukrainę, powstałby obszar o nominalnym PKB rzędu 27 bln dolarów i około 590 mln mieszkańców. Według danych Banku Światowego sama UE miała w 2025 r. PKB 21,24 bln dolarów, a Wielka Brytania nieco ponad 4 bln.

Taki blok byłby nieco mniejszy od Stanów Zjednoczonych, ale większy od Chin w ujęciu nominalnym. Rosja gospodarczo pozostawałaby daleko w tyle.

Z polskiej perspektywy ważniejsza od rankingu jest geografia. Pełna integracja Ukrainy oznaczałaby, że Polska przestaje być wschodnią krawędzią wielkiego rynku, a staje się jednym z głównych korytarzy łączących jego zachodnią i wschodnią część.

To zmienia wartość infrastruktury. Linie kolejowe, drogi, terminale, magazyny, sieci energetyczne i porty na Bałtyku zyskują znaczenie nie tylko dla handlu polskiego, ale dla całego układu gospodarczego. Przemysł w Polsce i Europie Środkowej mógłby jeszcze silniej wejść w łańcuchy dostaw obejmujące Niemcy, Skandynawię, Bałkany i Ukrainę.

Ukraina w 2025 r. miała PKB około 214 mld dolarów, więc sama nie podnosi znacząco łącznej wartości europejskiej gospodarki. Jej odbudowa jest jednak programem inwestycyjnym o skali kontynentalnej. Potrzeby na najbliższą dekadę oceniono na niemal 588 mld dolarów.

To olbrzymi koszt, ale jednocześnie popyt na materiały, transport, energetykę, budownictwo, usługi finansowe i technologie. Dla polskich przedsiębiorstw kluczowe będzie to, czy odbudowa zostanie włączona w jednolite reguły zamówień, konkurencji i finansowania.

Europa ma jeszcze jedno źródło niewykorzystanej przewagi: kapitał. Komisja Europejska ocenia, że bardziej zintegrowany rynek kapitałowy mógłby zapewnić firmom około 470 mld euro dodatkowego finansowania. Włączenie Londynu i Zurychu do szerszej architektury tylko zwiększyłoby potencjalną skalę.

Nie oznacza to automatycznej przewagi nad USA. Stany Zjednoczone mają jeden budżet federalny, jeden wielki rynek długu publicznego i głębszy rynek kapitałowy. Chiny dysponują ogromną skalą produkcji i szybką zdolnością koncentracji inwestycji.

Europa mogłaby odpowiedzieć inną kombinacją: przemysłem Niemiec i Włoch, finansami Londynu i Zurychu, energią Północy, technologią i nauką Zachodu oraz nową strefą inwestycji na Wschodzie.

Dla Polski największą zmianą byłoby więc nie samo powiększenie Unii. Byłoby nią przesunięcie gospodarczej osi kontynentu. Jeśli Ukraina znajdzie się wewnątrz wspólnego rynku, Polska z państwa granicznego może stać się jednym z jego centralnych węzłów transportowych, przemysłowych i energetycznych.

Autor

Gospodarka

Piotr Zieliński — gospodarka, Rytm Kraju.