Agata Duda-Gracz w krakowskim Teatrze Słowackiego przygotowała spektakl „Kraków narodowej sztuce, czyli tryumf miernoty”, w którym widzowie od pierwszych chwil stają się częścią przedstawienia. Publiczność podzielona na cztery grupy porusza się wąskimi korytarzami teatru i przechodzi od sceny do sceny, a każda z nich otwiera kolejną warstwę opowieści o krakowskim środowisku artystycznym przełomu XIX i XX wieku.

Pierwsza część rozgrywa się w salonie Stankiewiczów, gdzie ojciec Stanisława Wyspiańskiego, Franciszek (Krzysztof Wrona), beszta zebranych gości, m.in. mistrza Jana Matejkę (Wojciech Skibiński), Lucjana Rydla (Grzegorz Łukawski) i Aldonę Mehofferową (Dorota Godzic). Wypowiedzi bohatera mówią dużo o polskości i o Polakach jako narodzie wybranym, a wyzwiska, które pada pod adresem Żydów i Prusaków, wywołują skojarzenia z dzisiejszą prawicową sceną polityczną. Ten wątek pozostaje jednak w sferze odbioru widza, bo na scenie nie pojawia się jako dosłowny komentarz. Franciszek nazywa syna miernotą, a Mehofferowa zwraca uwagę, że talent ma jej Józio. Stasiu słucha tego z boku i płacze.

W foyer widzowie, chcąc nie chcąc, stają się statystami „Hołdu pruskiego” Matejki. Malarz, jak pokazuje spektakl, nie płaci modelom. Dołącza do nich Matejkowa, grana przez Lidię Bogaczównę, która w monologu o artystach, krakowskiej śmietance i nowobogackich traci głowę, gdy mowa o siostrzenicy. Spektakl odwołuje się tu do przekazów o relacjach Matejki z Stanisławą Serafińską, która pozowała mu do obrazu „Kasztelanka”, a o której krążyły plotki o romansie. Teodora, żona malarza, reagowała na podejrzenia niszczeniem jego obrazów.

Trzecie pomieszczenie to bal, na którym pojawiają się m.in. Przybyszewscy. Scenę kradnie Dagny, Norweżka, pisarka i pianistka, muza małopolskich artystów, żona poety Stanisława Przybyszewskiego. Dominika Kozłowska, aktorka niesłysząca, gra ją w sposób, który wzbudza silne emocje: gdy zaczyna mówić, widzowie jej nie rozumieją, tak jak w czasach, w których konserwatywne krakowskie salony uznawały Dagny za osobę niemoralną. Obok siedzi Maja Kleszcz, rozpostarta na krześle, śpiewająca i śmiejąca się, a w tej scenie kobiety, które w tamtych czasach miały ciężko, zbierają cięgi.

Ostatnia scena dzieje się w sali teatralnej tuż przed próbą „Wesela”. Występują w niej dyrektor Teatru Miejskiego, dziś Słowackiego, Józef Kotarbiński, aktorka Maria Przybyłko w interpretacji Oliwii Durczak oraz Józef Popławski, którego gra Tomasz Wysocki, a który otrzymał rolę Chochoła. Wysocki, odziany w słomę, wygłasza monolog o nowoczesnych eksperymentach teatralnych, w których „Boga nie ma”. Maria Przybyłko w historii prapremiery „Wesela” zrezygnowała z roli Panny Młodej, którą zastąpiła Wanda Siemaszkowa, uważając, że jako wielka artystka powinna grać postaci poważne, takie jak Antygona. Durczak, debiutująca w Słowackim w „Wegetariance” Miśkiewicza, na podstawie powieści Han Kang, balansuje między przerysowaniem a powagą i według recenzentki wie, kiedy się zatrzymać.

Druga część spektaklu dzieje się już na scenie, która staje się obrazem i snem Wyspiańskiego. Duda-Gracz, historyczka sztuki, reżyserka i scenografka, odpowiada w tym przedstawieniu za tekst, reżyserię, kostiumy i ruch, dlatego jej teatr ma charakter totalny. Pytanie „Co by było, gdyby…?” rozwija się w time lapse przy muzyce Wojciecha Krzaka i Mai Kleszcz. Widzimy marzenie senne Staśka, w którym bierze ślub z Zosią Pietraszkiewiczówną, a potem rodzą się dzieci i życie Stanisława biegnie innym torem. Po chwili na tej samej scenie pojawia się chocholi taniec, który przypomina sceny z „Dziadów” Mickiewicza, przywoływanych przez samą reżyserkę.

Spektakl kończy się pokłonem aktorów i owacjami, a reżyserka po raz kolejny gra z widzem w chowanego. Z trumn na scenie wychyla się dyrektor Krzysztof Głuchowski w roli dyrektora Teatru Miejskiego Tadeusza Pawlikowskiego, co zamyka opowieść o krakowskim teatrze, jego wielkich postaciach i ich wewnętrznych konfliktach.

1Wyświetlenia

Autor

Bezpieczeństwo i świat

Tomasz Baran — bezpieczeństwo i świat, Rytm Kraju.