Koalicja Obywatelska zdecydowanie wygrywa wybory, PiS zostaje daleko w tyle, a mimo to obecna większość traci władzę. Tak wygląda polityczna układanka wynikająca z najnowszego sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski.
Gdyby wybory odbyły się teraz, KO zdobyłaby 30,6 proc. głosów. PiS ma 18 proc., Konfederacja 14,1 proc., Konfederacja Korony Polskiej 9 proc., Lewica 7,4 proc., a Rozwój Plus 5,7 proc. Po przeliczeniu na mandaty KO otrzymałaby 190 miejsc w Sejmie, PiS – 103, Konfederacja – 77, KKP – 41, Lewica – 30, a Rozwój Plus – 19.
Koalicja Obywatelska i Lewica miałyby razem 220 posłów. Do większości potrzeba 231 mandatów. Po drugiej stronie sejmowej sali arytmetyka wygląda inaczej: PiS, Konfederacja, KKP i Rozwój Plus łącznie dysponowałyby 240 mandatami. Matematycznie wystarczyłoby to do utworzenia rządu, ale 240 mandatów nie oznacza jeszcze koalicji. Prawica jest dziś podzielona, a różnice między tymi ugrupowaniami nie kończą się na nazwach. Jarosław Kaczyński wykluczał współpracę z Grzegorzem Braunem, a Mateusz Morawiecki ze swoim ugrupowaniem stał się konkurentem dla PiS.
Rozwój Plus wprowadziłby do Sejmu tylko 19 posłów. Bez nich cztery prawicowe ugrupowania nie miałyby większości – zostałyby z 221 mandatami. Te same 19 mandatów można jednak dopisać do innego równania: KO ma 190 miejsc, Lewica 30, Rozwój Plus 19. Razem – 239 mandatów. Dystans polityczny między tymi ugrupowaniami jest ogromny i taki wariant nie oznacza gotowej koalicji, ale pokazuje skalę potencjalnej siły niewielkiego ugrupowania Morawieckiego. Przy takim składzie Sejmu jego posłowie mogliby znaleźć się w centrum rozmów o stworzeniu większości.
Jest jeszcze jedna liczba, która pomaga zrozumieć, dlaczego zwycięstwo KO nie przekłada się na większość. Aż trzy ugrupowania znalazłyby się poza Sejmem. PSL uzyskuje 4,4 proc., Razem 3,9 proc., a Polska 2050 zaledwie 0,5 proc. Łącznie to 8,8 proc. głosów oddanych na partie, które w tej symulacji nie otrzymują ani jednego mandatu.
Szczególnie bolesny jest wynik Polski 2050. Ugrupowanie, które po wyborach w 2023 r. współtworzyło większość i wprowadziło Szymona Hołownię na fotel marszałka Sejmu, jako samodzielna partia praktycznie znika z parlamentarnej mapy. PSL znajduje się natomiast zaledwie 0,6 pkt proc. pod progiem. Jego przekroczenie oznaczałoby zupełnie inny podział mandatów.
Sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazuje, że polska scena polityczna weszła w fazę, w której zwycięstwo wyborcze nie gwarantuje zdolności do rządzenia. Zarówno Koalicja Obywatelska, jak i Zjednoczona Prawica potrzebowałyby wsparcia mniejszych ugrupowań, a kluczowa rola przypadłaby formacji Mateusza Morawieckiego. To ona może zdecydować, kto stworzy większość i kto obejmie władzę.
2