Kilka niewielkich grup ludzkich, które między 60 a 40 tys. lat temu dotarły na tereny dzisiejszej Polski, nie zdołało przetrwać. Jak wyjaśnia archeolog prof. Małgorzata Kot, do Europy wchodziło wówczas kilka bardzo małych populacji, a jedna z nich — licząca od dwóch do trzech tysięcy osób — dotarła także nad Wisłę.
— Między 60–70 a 40 tys. lat temu do Europy wchodziło kilka bardzo małych populacji. Grupa dwóch lub trzech tysięcy osób przyszła do nas, na tereny dzisiejszej Polski. Przez Bałkany i Karpaty docierają na Jurę Krakowską, potem przesuwają się pasem nizin pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Przychodzą w jedno z najzimniejszych możliwych miejsc — mówi prof. Kot.
Trasa wędrówki wiodła więc z południa na północ. Z Bałkanów przez Karpaty ludzie ci dotarli najpierw na Jurę Krakowską, a następnie przemieszczali się pasem nizin, który rozciąga się między dzisiejszą Polską a Wielką Brytanią. Wybór ten okazał się jednak wyjątkowo niekorzystny — był to jeden z najzimniejszych możliwych obszarów w ówczesnej Europie.
Kluczowe pytanie brzmi, dlaczego te populacje nie przetrwały. Prof. Kot wskazuje, że warunki klimatyczne panujące w tym rejonie mogły przekroczyć możliwości adaptacyjne tak niewielkich grup. Licząca dwa–trzy tysiące osób populacja była zbyt mała, by skutecznie przeciwstawić się surowemu środowisku i utrzymać ciągłość osadniczą.
Archeolog podkreśla, że nie były to duże fale osadnicze, lecz niewielkie grupy, które pojawiały się na terenach dzisiejszej Polski w okresie między 60 a 40 tys. lat temu. Ich obecność nie zakończyła się trwałym zasiedleniem — po kilku tysiącach lat ślady tych społeczności zanikły.
Ustalenia te wpisują się w szerszy obraz wczesnego osadnictwa w Europie, gdzie przetrwanie zależało od liczebności grupy, dostępu do zasobów i zdolności do znoszenia ekstremalnych warunków. W przypadku populacji, która dotarła na tereny dzisiejszej Polski, wszystkie te czynniki okazały się niewystarczające.