Silny front atmosferyczny przeszedł w ostatnich godzinach nad Polską, przynosząc porywy wiatru dochodzące do 140 km/h. Żywioł najbardziej dał się we znaki w górach — na Śnieżce — oraz na nizinach, między innymi w Łodzi i Ustce. Strażacy w całym kraju odnotowali setki interwencji związanych z uszkodzonymi dachami, powalonymi drzewami i zalewanymi ulicami. W wielu miejscowościach mieszkańcy pozostali bez prądu.
Najwięcej zgłoszeń wpłynęło z Wielkopolski. Jak poinformowała Państwowa Straż Pożarna w Poznaniu, w tym regionie strażacy interweniowali ponad 250 razy. Wiatr zrywał tam dachy z budynków oraz uszkadzał linie energetyczne, a powalone drzewa spadały na zaparkowane samochody i blokowały przejazd na drogach. Służby podkreślają, że w najpoważniejszych zdarzeniach nie odnotowano osób poszkodowanych.
Skala zniszczeń w Wielkopolsce obejmowała również podtopienia, które wystąpiły po przejściu nawałnicy. Strażacy musieli wypompowywać wodę z zalanych posesji i piwnic. Usuwanie skutków wichur trwało przez wiele godzin, a służby apelowały o ostrożność i niezbliżanie się do uszkodzonych drzew oraz zerwanych przewodów elektrycznych, które mogły znajdować się pod napięciem.
Ostrzeżenia przed silnym wiatrem wydano wcześniej niemal dla całego kraju. Meteorolodzy zapowiadali, że frontowi towarzyszyć będą gwałtowne porywy, co w pełni się potwierdziło. Wiatr łamał gałęzie i całe konary, które spadały na jezdnie, chodniki oraz posesje. W wielu miejscach doszło do czasowych przerw w dostawie energii elektrycznej, a ekipy energetyczne pracowały nad przywróceniem zasilania.
Strażacy przypominają, że w trakcie silnych wiatrów należy zabezpieczyć przedmioty znajdujące się na balkonach i w ogrodach, a także unikać parkowania pojazdów w pobliżu drzew. W przypadku zerwanych linii energetycznych nie wolno ich dotykać ani próbować usuwać na własną rękę — trzeba natychmiast powiadomić odpowiednie służby. Sytuacja w regionach dotkniętych wichurami była na bieżąco monitorowana przez wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego.