Zawód funkcjonariusza służby więziennej to zawód o podwyższonym ryzyku psychofizycznym — ocenia adwokat Monika Gorząch, prawniczka reprezentująca wiele osób pozbawionych wolności. W rozmowie z Onetem zwraca uwagę, że codzienne doświadczenia pracowników więziennictwa mogą rodzić frustrację i przenosić się na ich życie prywatne. Jej zdaniem system wsparcia psychologicznego dla tej grupy zawodowej jest iluzoryczny, bo najczęściej sprowadza się do wystawienia zwolnienia lekarskiego.

Adwokatka podkreśla, że funkcjonariusze są narażeni na niebezpieczeństwa, które nie występują w większości innych zawodów. Praca za murami więzienia wiąże się z kontaktem z osobami pozbawionymi wolności, co wymaga stałej gotowości i odporności psychicznej. Skutki tego obciążenia — jak mówi — mogą kumulować się przez lata i prowadzić do problemów zdrowotnych oraz rodzinnych. Wskazuje, że dostępna pomoc psychologiczna nie odpowiada realnym potrzebom, ponieważ ogranicza się do formalnego rozwiązania, jakim jest L4, zamiast rzeczywistego wsparcia terapeutycznego.

Według Moniki Gorząch poważnym problemem w służbie więziennej jest zmowa milczenia. Chodzi o mechanizm, w którym trudne doświadczenia i nadużycia nie są ujawniane, a osoby, które chciałyby o nich mówić, napotykają na opór środowiska. Adwokatka ocenia, że wszystko jest do zmiany — co sugeruje, że obecny model funkcjonowania formacji wymaga gruntownej reformy, obejmującej zarówno ochronę zdrowia psychicznego funkcjonariuszy, jak i kulturę organizacyjną.

Jej wypowiedź wpisuje się w szerszą debatę o warunkach pracy w służbach mundurowych. Z jednej strony mówi się o odpowiedzialności państwa za bezpieczeństwo funkcjonariuszy, z drugiej — o potrzebie przejrzystości i rozliczalności instytucji, które z natury działają w zamkniętym obiegu. Prawniczka, reprezentując osoby pozbawione wolności, zna tę instytucję z dwóch stron: zna realia pracy funkcjonariuszy oraz sytuację osadzonych. To podwójne spojrzenie pozwala jej wskazywać na systemowe zaniedbania, które dotykają obu grup.

Problem, na który zwraca uwagę, nie jest nowy, ale pozostaje nierozwiązany. Brak realnego wsparcia psychologicznego dla funkcjonariuszy może przekładać się na ich zachowania wobec osadzonych, a w konsekwencji na bezpieczeństwo całego zakładu karnego. Frustracja przenoszona do domu staje się z kolei problemem społecznym — dotyczy rodzin, dzieci i lokalnych społeczności. Adwokatka nie podaje konkretnych rozwiązań, ale jej diagnoza jest jednoznaczna: obecny stan wymaga zmiany.

Sprawa dotyczy tysięcy osób zatrudnionych w polskim więziennictwie. To służba, która pozostaje na marginesie publicznej uwagi, choć jej codzienna praca ma bezpośredni wpływ na porządek i bezpieczeństwo w zakładach karnych. Głos adwokatki Moniki Gorząch zwraca uwagę na potrzebę dyskusji o warunkach pracy, dostępie do opieki psychologicznej i przełamaniu milczenia wokół trudnych tematów. Bez tych zmian — jak sugeruje — trudno oczekiwać poprawy sytuacji zarówno funkcjonariuszy, jak i osób pozbawionych wolności.

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.