Islandzkie władze wezwały ambasadora Stanów Zjednoczonych w Reykjaviku na rozmowę po tym, jak prezydent Donald Trump opublikował w mediach społecznościowych mapę Ameryki Północnej, na której Islandia została przedstawiona jako część terytorium USA. Minister spraw zagranicznych Islandii Thorgerdur Katrin Gunnarsdottir przekazała ambasadorowi Billy'emu Longowi stanowczy sprzeciw wobec tej publikacji.
Islandzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło wpis jako całkowicie niestosowny. Na opublikowanej przez Trumpa grafice wyspa widnieje jako jeden z obszarów przykrytych amerykańską flagą, co w Reykjaviku odebrano jako podważenie suwerenności państwa. Wezwanie ambasadora na rozmowę jest w dyplomacji jednoznacznym sygnałem niezadowolenia i ma charakter wyjątkowy w relacjach islandzko-amerykańskich.
Sprawa wywołała szerokie poruszenie także poza Islandią. Publikacja wpisu zbiegła się z okresem wzmożonej uwagi międzynarodowej na temat polityki terytorialnej administracji Trumpa, która w ostatnich miesiącach wielokrotnie podkreślała ambicje wobec Grenlandii, należącej do Danii. Islandia, choć nie jest członkiem Unii Europejskiej, pozostaje ważnym partnerem NATO i odgrywa kluczową rolę w architekturze bezpieczeństwa Północnego Atlantyku.
Reakcja islandzkiej dyplomacji była natychmiastowa i stanowcza. Minister Gunnarsdottir osobiście zaangażowała się w przekazanie ambasadorowi Longowi oficjalnego stanowiska rządu w Reykjaviku. W komunikacie resortu podkreślono, że publikacja tego typu treści jest nie do przyjęcia i nie znajduje uzasadnienia w dobrych stosunkach dwustronnych, które łączą Islandię i Stany Zjednoczone od dziesięcioleci.
Ambasador Long nie odniósł się publicznie do treści rozmowy z islandzką minister. Nie wiadomo również, czy Biały Dom planuje jakiekolwiek wyjaśnienia w tej sprawie. Dotychczas ani prezydent Trump, ani przedstawiciele amerykańskiej administracji nie skomentowali oficjalnie protestu Reykjaviku.
Incydent ten jest kolejnym przykładem napięć, jakie wywołują publikacje prezydenta USA dotyczące suwerenności państw sojuszniczych. Wcześniejsze deklaracje Trumpa o zamiarze przejęcia kontroli nad Grenlandią spotkały się z ostrą reakcją Danii, a także innych państw europejskich. Islandia, która nie posiada własnych sił zbrojnych i opiera swoją obronność na współpracy z NATO oraz Stanami Zjednoczonymi, znalazła się tym razem w centrum dyplomatycznego sporu.
Mimo formalnego charakteru sojuszu, islandzkie władze jasno dały do zrozumienia, że kwestia integralności terytorialnej nie podlega negocjacjom ani żartom. Wezwanie ambasadora na rozmowę w trybie pilnym należy odczytywać jako zdecydowany sygnał, że Reykjavik nie zaakceptuje naruszeń swoich granic nawet na poziomie symbolicznej grafiki publikowanej przez przywódcę państwa sojuszniczego.