Martin Herem, były główny dowódca estońskich sił zbrojnych i nominowany na stanowisko ministra obrony, ocenił, że Rosja może być gotowa do użycia siły militarnej przeciwko Estonii już pół roku po zakończeniu wojny w Ukrainie. Jego wypowiedź wywołała falę krytyki ze strony ekspertów oraz innych dowódców wojskowych.

Według Herema kluczowe znaczenie dla oceny zagrożenia ma tempo zakończenia konfliktu za wschodnią granicą Ukrainy. Wojskowy wskazał, że Moskwa potrzebowałaby około sześciu miesięcy na przygotowanie i przeprowadzenie operacji militarnej przeciwko Tallinnowi po ustaniu walk w Ukrainie. Oznaczałoby to, że Estonia – członek NATO – mogłaby znaleźć się w zasięgu rosyjskich zdolności ofensywnych w perspektywie najbliższego roku.

Herem nie sprecyzował, jaka miałaby być skala ewentualnego ataku. W wypowiedziach medialnych mówił o użyciu «siły militarnej o nieokreślonej skali», co pozostawia szerokie pole do interpretacji – od działań hybrydowych i operacji poniżej progu wojny po pełnowymiarową agresję. Ta niejednoznaczność stała się jednym z powodów krytyki jego oceny.

Krytycy zwracają uwagę, że były dowódca przedstawia scenariusz bez wystarczającego oparcia w danych wywiadowczych i publicznie dostępnych analizach. Eksperci ds. bezpieczeństwa podkreślają, że tego typu prognozy, formułowane przez osobę mianowaną na stanowisko ministra obrony, mogą być odbierane jako oficjalny sygnał ze strony państwa, a nie jedynie prywatna opinia wojskowego. To rodzi pytania o odpowiedzialność za słowa i ich możliwe konsekwencje dla wiarygodności Estonii na arenie międzynarodowej.

Z drugiej strony część komentatorów przypomina, że ostrzeżenia przed rosyjską agresją na kraje bałtyckie pojawiały się już wcześniej i nie są nowe. Po aneksji Krymu w 2014 roku oraz po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku państwa bałtyckie wielokrotnie apelowały o wzmocnienie wschodniej flanki NATO. Estonia, podobnie jak Litwa i Łotwa, należy do najaktywniejszych zwolenników zwiększania obecności wojsk Sojuszu w regionie.

Wypowiedź Herema wpisuje się w szerszą debatę o zdolnościach obronnych NATO w regionie Morza Bałtyckiego. Sojusz od lat rozwija plany obronne dla państw bałtyckich, w tym tzw. plany regionalne, które zakładają szybkie wsparcie w razie konfliktu. Estonia przeznacza na obronność ponad 3 proc. PKB, co należy do najwyższych wskaźników w Sojuszu. Mimo to państwa bałtyckie konsekwentnie wskazują na potrzebę dalszych inwestycji w obronę przeciwlotniczą, obronę wybrzeża i zdolności odstraszania.

Rosja nie skomentowała publicznie słów estońskiego wojskowego. Kreml wielokrotnie zaprzeczał, jakoby planował atak na którekolwiek z państw NATO, określając takie doniesienia jako «rusofobiczne». Jednocześnie Moskwa prowadzi intensywne działania hybrydowe wymierzone w państwa bałtyckie, w tym operacje dezinformacyjne, cyberataki oraz incydenty na granicach.

Nominacja Herema na ministra obrony oznacza, że jego ocena zagrożenia może stać się częścią oficjalnej narracji rządu Estonii. Nowy minister obejmie urząd w czasie, gdy Tallin zabiega o dalsze wzmocnienie obecności NATO w regionie i zwiększenie wydatków na obronność. Jego wcześniejsze wypowiedzi sugerują, że priorytetem będzie przygotowanie kraju na scenariusz konfliktu z Rosją, nawet jeśli część ekspertów uważa przedstawione przez niego ramy czasowe za zbyt krótkie.

Dyskusja wokół słów Herema pokazuje, jak trudne jest publiczne formułowanie prognoz dotyczących rosyjskich zamiarów. Z jednej strony ostrzeżenia mogą mobilizować do działania i zwiększać świadomość zagrożenia. Z drugiej – zbyt konkretne daty i scenariusze, niepoparte publicznie dostępnymi dowodami, narażają ich autorów na zarzut spekulacji i mogą osłabiać wiarygodność całego przekazu.

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.