W środę po południu lotniska w Lublinie i Rzeszowie tymczasowo wstrzymały operacje lotnicze. Jak poinformowała Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, decyzja była związana z koniecznością zapewnienia swobody działania lotnictwu wojskowemu. Po około trzydziestu minutach oba porty wznowiły normalną pracę.

Wstrzymanie operacji na dwóch kluczowych lotniskach wschodniej Polski to standardowa procedura stosowana w sytuacjach, gdy w przestrzeni powietrznej pojawia się potrzeba priorytetowego działania sił wojskowych. Takie rozwiązanie ma na celu przede wszystkim bezpieczeństwo — zarówno pasażerów, jak i statków powietrznych wykonujących zadania operacyjne. Decyzja PAŻP nie była związana z żadnym incydentem na terenie portów ani z zagrożeniem dla ruchu cywilnego.

Jak podały media, w tym samym czasie nad sąsiadującym z Polską obwodem wołyńskim na Ukrainie pojawił się rosyjski dron odrzutowy. W związku z tym lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały działanie, aby zapewnić swobodę działania lotnictwu wojskowemu. Tym razem Dowództwo Operacyjne nie poinformowało jednak o uruchomieniu operacji, a mieszkańcy wschodniej Polski nie otrzymali alertu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To różnica w porównaniu z podobnymi zdarzeniami z ostatnich tygodni, kiedy to w związku z naruszeniem przestrzeni powietrznej uruchamiano procedury alarmowe i wysyłano komunikaty do ludności.

Oba lotniska — w Lublinie i Rzeszowie — pełnią istotną rolę w systemie transportowym regionu, obsługując ruch pasażerski oraz przewozy cargo. Rzeszów jest także ważnym punktem logistycznym dla wsparcia Ukrainy. Krótkotrwałe wstrzymanie operacji nie spowodowało większych zakłóceń, a porty szybko powróciły do normalnego funkcjonowania.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej na bieżąco monitoruje sytuację w przestrzeni powietrznej i w razie potrzeby podejmuje decyzje o czasowym ograniczeniu ruchu cywilnego. Tego typu działania są podejmowane w porozumieniu z Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych i mają charakter prewencyjny. W ostatnich tygodniach podobne sytuacje miały miejsce kilkukrotnie, co wiąże się z aktywnością wojskową w regionie.

Mieszkańcy wschodniej Polski nie otrzymali alertu RCB, co może wskazywać, że skala zdarzenia nie wymagała uruchomienia powszechnego systemu ostrzegania. Służby nie informowały również o poderwaniu dyżurnych par myśliwców. Niemniej jednak incydent pokazuje, że sytuacja w przestrzeni powietrznej w pobliżu granicy z Ukrainą pozostaje napięta i wymaga stałego nadzoru.

4Wyświetlenia

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.