Władimir Putin oświadczył, że Rosja nie planuje żadnych działań zbrojnych przeciwko Europie, ale jednocześnie oskarżył państwa bałtyckie o łamanie praw obywateli rosyjskojęzycznych. Jak ocenia ppłk Maciej Korowaj, analityk rosyjskiej wojskowości, takie deklaracje mogą być wstępem do bardziej spektakularnego ruchu Kremla wobec NATO.
— Jestem przekonany, że Rosja szykuje coś bardziej spektakularnego wobec krajów NATO, by zagrozić swego rodzaju konfliktem egzystencjalnym. Mógłby rozpocząć się od incydentu powodującego masowe straty, na przykład na terytorium jednego z państw sojuszu — powiedział Korowaj w rozmowie z Onetem.
Putin w piątek zapewnił, że Moskwa nie planuje żadnych działań zbrojnych przeciwko Europie. Jednocześnie stwierdził, że Rosja wie, iż państwa bałtyckie łamią prawa obywateli rosyjskojęzycznych. To oskarżenie wpisuje się w stałą retorykę Kremla, który od lat wykorzystuje kwestię mniejszości rosyjskojęzycznej do wywierania presji na sąsiadów.
Ekspert zwraca uwagę, że scenariusz, w którym dochodzi do incydentu z masowymi stratami, może być dla Rosji sposobem na obejście artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Artykuł ten zobowiązuje państwa NATO do pomocy zaatakowanemu sojusznikowi, ale pozostawia im wybór sposobu działania. W praktyce oznacza to, że atak na jedno z państw sojuszu nie musi automatycznie prowadzić do natychmiastowej wojny wszystkich członków NATO z Rosją.
Najtrudniejszy scenariusz dla Polski i wschodniej flanki może więc nie przypominać klasycznej inwazji. Może nim być ograniczone wtargnięcie, seria uderzeń dronowych, cyberatak, sabotaż infrastruktury albo operacja prowadzona przez pośredników — wystarczająco poważna, by wymagać reakcji, lecz na tyle niejednoznaczna, by utrudnić szybkie ustalenie, czy doszło już do „zbrojnego ataku”.
Analitycy wskazują również, że granica może zostać przekroczona nie tylko w wyniku świadomej decyzji Kremla, lecz również wskutek błędu lub niekontrolowanych skutków operacji wykonywanej przez pośredników. Taka sytuacja dodatkowo komplikowałaby proces decyzyjny w ramach NATO.
Wypowiedź Putina o rzekomym braku planów zbrojnych przeciw Europie kontrastuje z jego jednoczesnym oskarżeniem państw bałtyckich. Litwa, Łotwa i Estonia od lat ostrzegają przed rosyjskimi działaniami hybrydowymi i prowokacjami na swoich granicach. W ostatnich latach dochodziło tam do incydentów z udziałem rosyjskich samolotów wojskowych, a także do prób destabilizacji sytuacji wewnętrznej.
Ekspert podkreśla, że Rosja może dążyć do wywołania wrażenia, że konflikt z NATO jest nieunikniony, jednocześnie unikając bezpośredniej konfrontacji militarnej na dużą skalę. Celem takiej strategii byłoby osłabienie jedności sojuszu i podważenie zaufania do gwarancji bezpieczeństwa.
Dla Polski i innych państw wschodniej flanki oznacza to konieczność wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, a także zwiększenia odporności na ataki hybrydowe. Kluczowe pozostaje również utrzymanie jedności politycznej w ramach NATO, aby ewentualna prowokacja nie doprowadziła do rozłamu w sojuszu.
3