Wieczorem 31 sierpnia Odesa znalazła się pod kolejnym alarmem lotniczym. Ukraińskie Siły Powietrzne ostrzegały o celach nadlatujących od strony Morza Czarnego, a równocześnie pojawiły się operacyjne informacje o możliwych zrzutach kilku kierowanych bomb lotniczych w stronę miasta. Do chwili publikacji nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia typu użytej amunicji ani miejsca jej upadku, dlatego informację o pierwszym użyciu KAB bezpośrednio przeciw Odesie należy traktować jako wstępną.

Sam kierunek rozwoju rosyjskiej broni jest jednak dobrze udokumentowany. 24 października 2025 roku Rosja po raz pierwszy użyła kierowanych bomb lotniczych przeciw cywilnej infrastrukturze obwodu odeskiego. Trzy bomby o zwiększonym zasięgu zostały zrzucone przez Su-34. Dwie zniszczyła ukraińska obrona powietrzna, trzecia spadła na otwartym terenie.

Dlaczego wcześniej tego rodzaju ataki dotyczyły przede wszystkim miast położonych bliżej frontu? Kluczowy był zasięg. Standardowe rosyjskie zestawy UMPK, czyli moduły skrzydeł i korekcji montowane do klasycznych bomb lotniczych, pozwalały zwykle na lot na dystansie około 60–80 kilometrów. Samolot musiał więc podejść wystarczająco blisko, by nadać bombie odpowiednią wysokość i prędkość.

W 2026 roku ukraińskie Ministerstwo Obrony informowało już o nowych wariantach zdolnych do pokonywania około 90–150 kilometrów. Głównymi nosicielami pozostają Su-34 i Su-35. Z punktu widzenia obrony oznacza to, że rosyjski samolot może pozostać dalej od ukraińskich systemów przeciwlotniczych, a jednocześnie razić cele położone głębiej na terytorium Ukrainy.

Skutki tej taktyki są znane z Charkowa, Sum, Zaporoża i Chersonia. W Charkowie bomby UMPB-5 były odpalane z odległości około 100 kilometrów. W atakach ucierpiały dziesiątki ludzi, w tym dzieci, a jeden z KAB trafił w obiekt medyczny. W Zaporożu jedna z bomb uderzyła w budynek mieszkalny. W Chersoniu cztery bomby spadły na centrum miasta w ciągu kilkunastu minut.

To pokazuje, dlaczego KAB są szczególnie groźne dla ludności cywilnej. Są znacznie cięższe od typowych dronów uderzeniowych. Ich głowice mogą mieć setki kilogramów materiału wybuchowego, a duża siła rażenia powoduje zniszczenia nawet wtedy, gdy bomba nie trafia dokładnie w planowany punkt.

Dla Polski ma to bezpośrednie znaczenie strategiczne. Rosja testuje sposób prowadzenia działań, w którym lotnictwo pozostaje poza częścią strefy rażenia obrony przeciwnika, a ciężka amunicja szybuje na duże odległości. Im większy zasięg takich środków, tym większe wymagania wobec obrony powietrznej państw NATO.

Ukraińska odpowiedź opiera się przede wszystkim na odsuwaniu samolotów-nosicieli od linii zrzutu. Do tego potrzebne są systemy przeciwlotnicze dalekiego zasięgu, nowoczesne radary i lotnictwo myśliwskie z pociskami powietrze–powietrze. Sama próba przechwycenia bomby po zrzucie jest trudniejsza i kosztowna.

Drugim elementem jest walka radioelektroniczna. Rosyjskie bomby korzystają z nawigacji satelitarnej i inercyjnej. Zakłócanie sygnału może pogarszać celność, choć Rosja rozwija anteny odporniejsze na przeciwdziałanie.

Trzecim elementem jest rozproszenie i ochrona infrastruktury: schrony, zapasowe systemy zasilania, szybkie alarmowanie i możliwość utrzymania działania portów, kolei oraz sieci energetycznej po uderzeniu.

Dla Warszawy wniosek jest prosty. Pomoc Ukrainie w zakresie obrony powietrznej nie jest wyłącznie wsparciem jednego państwa. Ukraina zbiera doświadczenia z przeciwdziałania systemom, które potencjalnie będą kształtować przyszłe wymagania obronne całej wschodniej flanki NATO.

Jeśli użycie KAB bezpośrednio przeciw Odesie zostanie oficjalnie potwierdzone, będzie to kolejny dowód, że bezpieczna odległość od frontu systematycznie się kurczy. Rosyjskie lotnictwo próbuje osiągnąć efekt strategiczny poprzez techniczne zwiększanie zasięgu stosunkowo taniej, ale bardzo niszczącej amunicji. Odpowiedzią musi być zwiększanie zasięgu i gęstości obrony szybciej niż rośnie zasięg rosyjskich bomb.

Autor

Bezpieczeństwo i świat

Tomasz Baran — bezpieczeństwo i świat, Rytm Kraju.