Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski kategorycznie zaprzeczył, jakoby jego kraj miał jakikolwiek związek z wysadzeniem gazociągów Nord Stream na dnie Bałtyku. W oświadczeniu przekazanym mediom ukraiński przywódca podkreślił, że Ukraina „oficjalnie nigdy nie uczestniczyła” ani w przeprowadzeniu tej operacji, ani w samym pomyśle jej realizacji. Jak dodał, strona niemiecka doskonale zna stanowisko Kijowa w tej sprawie.
Deklaracja Zełenskiego wpisuje się w narastającą międzynarodową dyskusję wokół sabotażu gazociągów z 2022 roku. W zeszłym tygodniu w Chorwacji zatrzymano Wołodymyra Żurawlowa, obywatela Ukrainy podejrzewanego przez niemiecki wymiar sprawiedliwości o udział w przeprowadzeniu tego aktu. Zatrzymanie nastąpiło na podstawie europejskiego nakazu aresztowania wydanego przez Niemcy, które prowadzą śledztwo w tej sprawie.
Kijów konsekwentnie odpiera wszelkie zarzuty dotyczące udziału w sabotażu infrastruktury gazowej. Wypowiedź prezydenta Ukrainy pojawiła się w momencie, gdy w Europie dochodzi do kolejnych zatrzymań związanych z tą sprawą, a niemieckie organy ścigania kontynuują poszukiwania osób podejrzanych o zorganizowanie ataku na Nord Stream 1 i Nord Stream 2.
Sprawa ma również wymiar polityczny. Do wypowiedzi o ściganiu Żurawlowa odniósł się wcześniej Władimir Putin, który ocenił, że motywy polskiego premiera Donalda Tuska i jego rządu są dla niego jasne i wiążą się z „ekonomiczną wygodą”. Rosyjski dyktator nie przedstawił jednak żadnych dowodów na poparcie swoich sugestii, a jego komentarze wpisują się w narrację Kremla dotyczącą rzekomego zaangażowania Zachodu w zniszczenie gazociągów.
Wysadzenie Nord Stream miało miejsce we wrześniu 2022 roku, gdy na dnie Bałtyku doszło do serii eksplozji, które uszkodziły obie nitki gazociągu. Incydent doprowadził do wstrzymania dostaw gazu z Rosji do Niemiec tą trasą i wywołał szeroko zakrojone śledztwa w kilku krajach europejskich. Dotychczas żadne państwo nie zostało oficjalnie wskazane jako sprawca, a dochodzenia w sprawie sabotażu wciąż trwają.
Zatrzymanie Żurawlowa w Chorwacji jest jednym z pierwszych konkretnych kroków w śledztwie prowadzonym przez niemiecką prokuraturę. Jego dalsze losy zależą od decyzji chorwackiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie ewentualnej ekstradycji do Niemiec. Tymczasem Kijów podkreśla, że nie ma nic wspólnego z całą operacją, a oskarżenia pod adresem Ukrainy określa jako bezpodstawne.