Inflacja w Chinach utrzymuje się na poziomie kilkukrotnie niższym niż w Europie i Stanach Zjednoczonych. Z najnowszych danych wynika, że dynamika cen w chińskiej gospodarce pozostaje stłumiona, podczas gdy w gospodarkach zachodnich presja inflacyjna wciąż jest odczuwalna. Różnica ta wynika przede wszystkim z odmiennych uwarunkowań rynkowych i zachowań przedsiębiorstw.

W Chinach firmy nie mogą sobie pozwolić na zbyt drastyczne podnoszenie cen. Ogranicza je zarówno konkurencja wewnętrzna, jak i ostrożność konsumentów, którzy przy słabszym popycie reagują na podwyżki rezygnacją z zakupów. W efekcie przedsiębiorstwa rzadziej przenoszą rosnące koszty na klientów, co przekłada się na wolniejszy wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Dla porównania w Europie i USA inflacja pozostaje na poziomach, które wciąż zmuszają banki centralne do utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej. Wysokie koszty energii, żywności i usług windują wskaźniki cen, a przedsiębiorcy częściej decydują się na podwyżki, które konsumenci są w stanie zaakceptować ze względu na silniejszy popyt. To sprawia, że walka z inflacją na Zachodzie jest trudniejsza i bardziej rozciągnięta w czasie.

Chińska gospodarka znajduje się w innej fazie cyklu. Po okresie pandemicznych ograniczeń popyt wewnętrzny odbudowuje się wolniej, a nadwyżki mocy produkcyjnych w niektórych sektorach dodatkowo hamują wzrost cen. Przedsiębiorstwa, zwłaszcza w przemyśle i handlu detalicznym, konkurują przede wszystkim ceną, co dodatkowo ogranicza możliwości podnoszenia marż.

Zjawisko to ma jednak również drugą stronę. Zbyt niska inflacja, a w niektórych kategoriach nawet spadek cen, może sygnalizować słabość popytu i problemy z ożywieniem gospodarczym. Chińskie władze starają się pobudzić konsumpcję i inwestycje, aby zapobiec scenariuszowi trwałej deflacji, która mogłaby zaszkodzić przedsiębiorstwom i rynkowi pracy.

Różnica w poziomie inflacji między Chinami a Europą i USA wpływa także na politykę gospodarczą. Podczas gdy zachodnie banki centralne wciąż balansują między walką z inflacją a ryzykiem recesji, chiński bank centralny ma większą przestrzeń do łagodzenia polityki pieniężnej. To z kolei oddziałuje na kursy walut, przepływy kapitału i konkurencyjność eksportu.

Ekonomiści zwracają uwagę, że utrzymująca się rozbieżność może być trwała, jeśli strukturalne różnice w popycie i podaży nie zostaną zniwelowane. Dla konsumentów w Chinach oznacza to względną stabilność cen, ale też słabszą dynamikę płac i mniejsze możliwości negocjacyjne. W Europie i USA wysoka inflacja wciąż uszczupla siłę nabywczą gospodarstw domowych, nawet jeśli tempo wzrostu cen powoli wygasa.

Nowe dane o cenach w Chinach pokazują więc, że problem inflacyjny nie jest globalnie jednorodny. O ile w gospodarkach zachodnich pozostaje on jednym z głównych wyzwań polityki gospodarczej, o tyle w Chinach uwaga koncentruje się na pobudzeniu popytu i uniknięciu pułapki deflacyjnej.

Autor

Publicystyka polityczna

Marta Kowalczyk — publicystyka polityczna, Rytm Kraju.