Niemcy w 2026 roku nie znajdują się na krawędzi niewypłacalności, choć ich finanse publiczne wyglądają zupełnie inaczej niż kilka lat temu. Państwo świadomie zwiększa deficyt i zadłużenie, aby finansować obronność oraz wieloletni program infrastrukturalny. Jednocześnie gospodarka wróciła do wzrostu, ale przemysł, inwestycje i rynek pracy nadal wysyłają sygnały ostrzegawcze.
Dla Polski to ważna różnica. Kryzys finansowania niemieckiego państwa oznaczałby zupełnie inne ryzyko niż obecna sytuacja, w której Berlin ma dostęp do kapitału, lecz próbuje za jego pomocą rozwiązać problemy strukturalne. Dla polskich firm sprzedających towary i usługi do Niemiec kluczowe będzie nie to, czy niemiecki dług przekroczy określony procent PKB, ale czy większe wydatki publiczne przełożą się na nowe zamówienia i prywatne inwestycje.
Po najnowszej rewizji Destatis niemiecki PKB w 2024 roku nie spadł, lecz pozostał bez zmian. W 2025 roku wzrósł o zaledwie 0,2%. W pierwszym kwartale 2026 roku gospodarka urosła jednak o 0,4% kwartał do kwartału, a w drugim o kolejne 0,3%. Eksport w drugim kwartale zwiększył się o 2,0%.
To poprawa, ale jeszcze nie szerokie ożywienie. Nakłady brutto na środki trwałe spadły w drugim kwartale o 0,2%, a inwestycje w maszyny i wyposażenie o 1,4%. W lipcu produkcja przemysłowa obniżyła się o 1,1% wobec czerwca. W przemyśle samochodowym spadek sięgnął 9,2%, częściowo z powodu wielotygodniowych przerw produkcyjnych.
Jeszcze bardziej wymowny jest rozkład zamówień. Ich łączna wartość wzrosła w lipcu o 2,5%, lecz po wyłączeniu dużych kontraktów spadła o 1,4%. W okresie maj–lipiec zamówienia bez wielkich zleceń były o 2,2% niższe niż w poprzednich trzech miesiącach. Oznacza to, że część niemieckich zakładów może korzystać z dużych projektów, podczas gdy szeroki segment przemysłu wciąż czeka na trwały powrót popytu.
W tym momencie państwo przejmuje większą rolę inwestora. Federalny budżet na 2026 rok przewiduje 524,5 mld euro wydatków i 98 mld euro nowego zadłużenia netto. Obok budżetu funkcjonuje specjalny fundusz infrastruktury i neutralności klimatycznej o wartości 500 mld euro na dwanaście lat. Z tego 300 mld euro przypada na federalny filar inwestycyjny, a około 24 mld euro wypłacono już w 2025 roku.
Skala zadłużenia rośnie, ale z punktu widzenia stabilności państwa nadal nie ma obrazu kryzysowego. Na koniec 2025 roku dług publiczny wynosił 2,84 bln euro, czyli 63,5% PKB. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 2,7% PKB.
Trend jest jednak zdecydowanie ekspansywny. Komisja Europejska prognozuje, że niemiecki deficyt wzrośnie do 3,7% PKB w 2026 roku i 4,1% w 2027 roku, a dług do odpowiednio 65,8% i 68,0%. Bundesbank w dłuższym horyzoncie wskazuje na deficyt zbliżony do 5% oraz dług w okolicach 70% PKB w 2028 roku.
Dla Polski ma to dwa przeciwstawne skutki. Z jednej strony większe niemieckie inwestycje mogą zwiększać popyt na materiały, komponenty, usługi transportowe i wyposażenie. Rosnące wydatki obronne mogą również tworzyć nowe łańcuchy zamówień w Europie. Z drugiej strony słabszy przemysł niemiecki ogranicza popyt tam, gdzie polskie firmy są poddostawcami dla branży motoryzacyjnej, maszynowej lub chemicznej.
Największe ryzyko nie wynika więc z samego długu, lecz z jakości wydatków. Jeżeli środki trafią do sieci energetycznych, kolei, dróg, cyfryzacji i projektów zwiększających produktywność, nowy dług może poprawić konkurencyjność największej gospodarki UE. Jeżeli natomiast rosnące zadłużenie będzie w coraz większym stopniu pokrywać stałe transfery, odsetki i koszty systemu społecznego, przestrzeń do inwestycji zacznie się ponownie kurczyć.
Presję widać już w finansach lokalnych. Według niemieckiej statystyki finansowej samorządy zakończyły 2025 rok rekordowym deficytem 31,9 mld euro. W pierwszym półroczu 2026 roku cały sektor publiczny miał 71,3 mld euro deficytu, a system ubezpieczeń społecznych 1,8 mld euro na minusie.
Rynek pracy także traci impet. W sierpniu zarejestrowano 3,061 mln bezrobotnych, a krajowa stopa bezrobocia według niemieckiej metodologii wyniosła 6,5%. Zatrudnienie w lipcu było o około 226 tys. osób niższe niż rok wcześniej. Jednocześnie inflacja w sierpniu przyspieszyła wstępnie do 2,9%, a ceny energii były o 10,5% wyższe niż przed rokiem.
To szczególnie trudne połączenie dla niemieckiego przemysłu: słabszy popyt, presja kosztowa i konieczność finansowania transformacji technologicznej. Bundesbank ocenia, że konkurencyjność cenowa Niemiec wyraźnie pogorszyła się w ostatniej dekadzie, a kraj tracił udziały na rynkach eksportowych.
Z polskiej perspektywy nie warto więc czekać na prostą odpowiedź w stylu „Niemcy są w kryzysie” albo „Niemcy już wyszły z kryzysu”. Oba zdania są zbyt łatwe. Państwo niemieckie ma duży potencjał finansowy i właśnie zaczęło go używać znacznie agresywniej. Problem polega na tym, że wydaje więcej w chwili, gdy prywatny silnik wzrostu pracuje słabiej.
Najbliższe kwartały pokażą, czy inwestycje infrastrukturalne i obronne uruchomią szerszą falę zamówień, czy też pozostaną wyspami popytu w słabym przemyśle. Dla Polski będzie to ważne nie tylko jako niemiecki problem budżetowy, lecz jako test kondycji całego środkowoeuropejskiego łańcucha przemysłowego.