Polska gospodarka weszła w drugą połowę 2026 roku z wyraźnie mocniejszym wynikiem. Główny Urząd Statystyczny podał, że w II kwartale realny PKB wzrósł o 3,9 proc. rok do roku. Po wyrównaniu sezonowym gospodarka była o 1,0 proc. większa niż kwartał wcześniej i o 3,8 proc. większa niż przed rokiem.
Ważniejsza od samej liczby jest struktura wzrostu. Inwestycje zwiększyły się o 8,4 proc. rok do roku, konsumpcja prywatna o 2,8 proc., a popyt krajowy o 3,5 proc. To właśnie silny popyt wewnętrzny i przyspieszenie inwestycji sprawiają, że obecny wzrost jest mniej zależny od słabej koniunktury u części największych partnerów handlowych Polski.
Na tle Unii Europejskiej wynik Polski pozostaje mocny. W danych wyrównanych sezonowo polski PKB w II kwartale był o 3,7 proc. wyższy niż rok wcześniej, podczas gdy cała Unia rosła o 1,2 proc. Szybciej wśród państw, dla których dostępne były porównywalne dane, rosły Słowenia i Litwa.
Gdzie widać rolę rządu
Nie da się uczciwie przypisać całych 3,9 proc. wzrostu jednej instytucji ani jednemu gabinetowi. W danych jest jednak obszar, w którym działania władzy wykonawczej mają wyraźny i mierzalny związek z obecną dynamiką gospodarki: uruchamianie inwestycji finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy i innych funduszy europejskich.
W lutym 2024 roku Komisja Europejska uznała, że działania Polski dotyczące praworządności i niezależności sądownictwa otwierają drogę do nawet 137 mld euro środków unijnych. Decyzja umożliwiła pierwszą płatność 6,3 mld euro z instrumentu odbudowy oraz odblokowała dostęp do szerszego finansowania z polityki spójności. Był to moment, po którym ciężar przesunął się z negocjacji na administracyjne przygotowanie projektów, składanie wniosków o płatność, rewizje programu i faktyczne wydawanie pieniędzy.
Do 10 sierpnia 2026 roku w ramach KPO podpisano ponad 1,1 mln umów z beneficjentami na ponad 231,9 mld zł, co odpowiadało 96,3 proc. całego budżetu programu. Komisja Europejska zatwierdziła również ósmy wniosek o płatność na około 33 mld zł. Rząd zakładał, że tylko w 2026 roku do gospodarki trafi około 100 mld zł z KPO.
Ten kanał pozwala ocenić wpływ działań władzy wykonawczej bez sprowadzania całego wzrostu do politycznej narracji. Rząd odpowiada za część decyzji i wykonania związanych z funduszami: przygotowanie i składanie wniosków, kontraktowanie inwestycji, rewizje programu oraz przesuwanie środków do projektów, które mogą zostać zrealizowane w wymaganym terminie.
Znaczenie tego impulsu potwierdzają instytucje zewnętrzne. OECD oceniała w czerwcu, że transfery unijne mogą w 2026 roku osiągnąć szczyt odpowiadający około 3 proc. PKB i że silne inwestycje publiczne będą jednym z filarów wzrostu. Komisja Europejska również wskazywała, że polską gospodarkę wspierają wysoki poziom inwestycji finansowanych ze środków UE oraz odporna konsumpcja prywatna.
Nie cały wzrost pochodzi z polityki rządu
Jednocześnie inwestycje w rachunkach narodowych nie są synonimem inwestycji publicznych. Obejmują także wydatki firm, samorządów i innych podmiotów. Silna pozostaje również konsumpcja gospodarstw domowych, która w II kwartale wzrosła o 2,8 proc. To efekt realnych dochodów, sytuacji na rynku pracy, decyzji konsumentów oraz poziomu stóp procentowych i inflacji.
Dlatego wzrostu PKB nie można zamienić w prosty polityczny wynik punktowy. Rząd może odpowiadać za część warunków, które sprzyjają inwestycjom i popytowi, ale na tempo gospodarki wpływają także przedsiębiorcy, gospodarstwa domowe, bank centralny, koniunktura w Europie, ceny energii i handel zagraniczny.
Różnicę widać także w prognozach. Komisja Europejska w maju oczekiwała wzrostu Polski o 3,5 proc. w całym 2026 roku. OECD w czerwcu była ostrożniejsza i prognozowała 3,0 proc., wskazując na ryzyka geopolityczne, ceny energii i słabszy popyt zewnętrzny. Obie instytucje zgadzały się jednak, że popyt krajowy i inwestycje pozostaną kluczowymi podporami gospodarki.
Wzrost ma też koszt fiskalny
Silna aktywność państwa nie jest darmowa. Komisja Europejska szacowała, że deficyt sektora finansów publicznych w 2026 roku wyniesie 6,5 proc. PKB, a dług wzrośnie do 64,5 proc. PKB i do 68,3 proc. w 2027 roku. OECD również zalecała konsolidację fiskalną i plan ograniczania nierównowagi w kolejnych latach.
Część wysokiego deficytu wynika z wydatków na obronność i programy społeczne. Takie wydatki podtrzymują popyt, ale jednocześnie zwiększają potrzeby pożyczkowe państwa. To oznacza, że ocena polityki gospodarczej nie może kończyć się na jednej dobrej liczbie dotyczącej PKB.
Do tego dochodzi inflacja. Szybki szacunek GUS za sierpień pokazał wzrost cen o 3,4 proc. rok do roku i o 0,4 proc. w ciągu miesiąca. To nadal poziom znacznie niższy niż w okresie największego skoku cen, ale przypomina, że szybki wzrost popytu i wydatków publicznych musi być prowadzony tak, by nie podbijać ponownie presji cenowej.
Najważniejszy test dopiero przed Polską
Dane z II kwartału pokazują gospodarkę, która rośnie szybciej niż większość Unii i zaczyna mocniej opierać się na inwestycjach. W tym obszarze istnieje bezpośredni związek między decyzjami administracyjnymi rządu a tempem uruchamiania projektów z KPO, ale sam wzrost gospodarczy pozostaje wynikiem wielu nakładających się czynników.
Trwalsza ocena przyjdzie jednak później. OECD zakłada, że szczyt inwestycji finansowanych z UE przypada właśnie na 2026 rok, a tempo wzrostu w 2027 roku osłabnie. Dla rządu Donalda Tuska kluczowe będzie więc nie tylko wykorzystanie środków w terminie, lecz także to, czy przełożą się one na wyższą produktywność, tańszą energię, lepszy transport i większą zdolność firm do inwestowania już po wygaśnięciu nadzwyczajnego impulsu z KPO.