Prezydent Andrzej Duda stanowczo zaprzeczył, jakoby miał wywierać naciski na poprzedniego szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzeja Kraśnickiego, aby ten zrezygnował z ubiegania się o kolejną kadencję. W wydanym oświadczeniu Duda określił te doniesienia jako nieprawdziwe i zaapelował o opamiętanie.
Spór dotyczy słów Roberta Korzeniowskiego, byłego lekkoatlety i wielokrotnego mistrza olimpijskiego, który miał publicznie sugerować, że prezydent naciskał na Kraśnickiego. Duda zarzucił Korzeniowskiemu rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, podkreślając, że nigdy nie ingerował w wewnętrzne sprawy PKOl w taki sposób.
Prezydent zaapelował o opamiętanie, co w praktyce oznacza wezwanie do zaprzestania rozpowszechniania niezweryfikowanych twierdzeń. Sprawa dotyczy środowiska sportowego, ale jej ciężar przenosi się na spór o wiarygodność osób publicznych i granice wypowiedzi w debacie publicznej.
Andrzej Kraśnicki przez wiele lat stał na czele Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jego rezygnacja z ubiegania się o kolejną kadencję była szeroko komentowana w środowisku sportowym. Pojawiające się w tym kontekście sugestie o naciskach ze strony polityków wywołały napięcie, które teraz prezydent próbuje rozładować stanowczym dementi.
Robert Korzeniowski to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu, czterokrotny złoty medalista olimpijski w chodzie sportowym. Jego wypowiedzi mają duży oddźwięk publiczny, dlatego zarzut rozpowszechniania nieprawdziwych informacji jest poważny. Prezydent nie zapowiedział na razie żadnych kroków prawnych, ograniczając się do apelu o opamiętanie.
Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst napięć wokół zarządzania polskim sportem i relacji między władzami państwowymi a organizacjami sportowymi. PKOl jako kluczowa instytucja odpowiada za przygotowanie i reprezentację kraju na igrzyskach olimpijskich, a zmiany personalne w jego władzach zawsze budzą emocje.
Na razie nie wiadomo, czy Korzeniowski odniesie się do słów prezydenta. Duda pozostaje przy swoim stanowisku, że nie naciskał na Kraśnickiego, a całą sprawę traktuje jako przykład nieodpowiedzialnego rozprzestrzeniania nieprawdziwych treści.