Prezydent Karol Nawrocki podczas piątkowego spotkania w Stargardzie na Pomorzu Zachodnim ostro skrytykował politykę fiskalną rządu. Oskarżył koalicję rządzącą o niszczenie efektów wieloletniej pracy Polaków i prowadzenie kraju do katastrofy finansowej. W swoim wystąpieniu stwierdził, że każdego dnia rząd zadłuża obywateli na 900 mln zł, a łączne zadłużenie sięgnęło już 1 bln zł.
Prezydent nie ograniczył się do ogólnych zarzutów. Wskazał wprost na ministra finansów Andrzeja Domańskiego, sugerując, że w normalnym, demokratycznym państwie przy takim poziomie długu i deficytu każdy premier powiedziałby szefowi resortu finansów: «do domu!». Te słowa, wypowiedziane publicznie, są czytelnym wezwaniem do dymisji ministra.
Nawrocki odniósł się również do kwestii obniżki cen paliw. Powiedział, że cieszy się, iż mógł pomóc Donaldowi Tuskowi, ale jednocześnie — jak relacjonują media — obnażył jego obłudę i kłamstwo. Nie rozwinął jednak szerzej tego wątku w dostępnych wypowiedziach.
Krytyka prezydenta wpisuje się w szerszą debatę o stanie finansów publicznych. Zadłużenie na poziomie biliona złotych i deficyt budżetowy to jedne z najczęściej podnoszonych przez opozycję argumentów przeciwko polityce fiskalnej obecnego rządu. Prezydent, jako głowa państwa, dołączył do tego grona, formułując zarzuty w mocnych słowach.
Wystąpienie w Stargardzie było kolejnym publicznym komentarzem prezydenta na temat gospodarki. Nie podano, czy zapowiedział jakieś konkretne działania, czy jedynie wyraził swoją opinię. Niemniej jego słowa o dymisji ministra finansów odbijają się szerokim echem w mediach i mogą zaostrzyć spór polityczny wokół budżetu i długu publicznego.
Na razie nie ma oficjalnej reakcji Ministerstwa Finansów ani samego ministra Domańskiego na apel prezydenta. Nie wiadomo również, czy premier Donald Tusk odniesie się do tych słów. Sprawa pozostaje otwarta, a jej rozwój będzie zależał od dalszych kroków zarówno Pałacu Prezydenckiego, jak i rządu.
2