Prokuratura w Krakowie wszczęła śledztwo dotyczące podpisów złożonych na listach poparcia dla Mariana Banasia. Jak ustalono, część z nich miała pochodzić od osób, które w chwili ich składania już nie żyły. Sprawa dotyczy potencjalnego fałszowania dokumentów, które są wymagane przy zgłaszaniu kandydatów w wyborach.
Informacja o wszczęciu postępowania pojawiła się w mediach w połowie października. Prokuratura nie ujawniła na razie szczegółów dotyczących liczby zakwestionowanych podpisów ani tego, ile osób mogło zostać nimi objętych. Wiadomo natomiast, że w sprawie przesłuchano już pierwszego świadka. To wstępny etap dochodzenia, który ma wyjaśnić, w jakich okolicznościach doszło do złożenia podpisów osób zmarłych.
Listy poparcia to dokumenty, które komitety wyborcze muszą złożyć, aby zarejestrować kandydata w wyborach. Każdy podpis powinien być opatrzony danymi osoby popierającej oraz jej własnoręcznym podpisem. Fałszowanie takich dokumentów jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności. W praktyce oznacza to, że prokuratura bada nie tylko sam fakt złożenia nieprawdziwych podpisów, ale także to, kto i w jakim celu je przygotował.
Marian Banaś jest byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli. W ostatnich latach jego nazwisko pojawiało się w kontekście sporów politycznych i postępowań prowadzonych przez prokuraturę. Sprawa podpisów poparcia to kolejny wątek związany z jego osobą, który trafił do opinii publicznej. Na tym etapie nie wiadomo, czy śledztwo obejmie samego Banasia, czy skupi się wyłącznie na osobach odpowiedzialnych za zbieranie podpisów.
Krakowska prokuratura prowadzi postępowanie samodzielnie, co oznacza, że nie zostało ono przekazane do Prokuratury Krajowej ani innej jednostki centralnej. To typowa praktyka w sprawach, które dotyczą dokumentów wyborczych i wymagają ustalenia, czy doszło do przestępstwa. Śledczy będą musieli ustalić, ile podpisów zostało sfałszowanych, kto je złożył oraz czy miało to wpływ na rejestrację kandydata.
Sprawa ma wymiar publiczny, ponieważ dotyczy zaufania do procedur wyborczych. Fałszowanie podpisów pod listami poparcia podważa wiarygodność całego procesu zgłaszania kandydatów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, może to prowadzić do odpowiedzialności karnej dla osób, które dopuściły się manipulacji. Na razie prokuratura nie informuje o planowanych kolejnych przesłuchaniach ani o tym, kiedy śledztwo może się zakończyć.
1