Ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz skrytykowała umowę sponsorską zawartą między Polskim Komitetem Olimpijskim a giełdą kryptowalut Zondacrypto. Jak ustaliły Wirtualna Polska i TVN24, na mocy porozumienia z 2025 r. giełda otrzymała prawa do wizerunku polskich olimpijczyków, w tym sportowców, którzy zakończyli już kariery, a także do danych internautów obserwujących profil komitetu w mediach społecznościowych.
— Z wielką nieufnością patrzę na wszystko to, co prezes PKOl-u wyprawiał ostatnimi czasy i uważam, że jeżeli ta umowa jest na szkodę sportowców, a na korzyść prywatnej kieszeni ludzi, którzy mieli przecież dbać o PKOl i o naszych sportowców, to sportowcy powinni dochodzić swoich praw — mówiła w programie „Tłit” Wirtualnej Polski ministra Pełczyńska-Nałęcz.
Z ustaleń mediów wynika, że Zondacrypto uzyskała prawo do wykorzystywania twarzy, głosu i zdjęć polskich olimpijczyków. Umowa obejmuje nie tylko aktywnych zawodników, ale również tych, którzy zakończyli już sportowe kariery. Ponadto PKOl zobowiązał się do przekazywania giełdzie danych internautów obserwujących konto komitetu na Facebooku. Koszty ewentualnych roszczeń związanych z realizacją umowy miał natomiast ponosić sam komitet.
— To dramatyczna i ryzykowna umowa — ocenił jeden z członków zarządu PKOl, cytowany przez Polsat News. Kontrowersyjne zapisy porozumienia opisują również Wirtualna Polska i TVN24, które dotarły do pełnej treści dokumentu. Umowa została podpisana w 2025 r., a jej szczegóły ujawniono dopiero teraz, po upadku giełdy kryptowalut.
Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst działań prezesa PKOl, który w ostatnim czasie był przedmiotem krytyki. Ministra Pełczyńska-Nałęcz zwróciła uwagę, że jeśli umowa działa na niekorzyść sportowców, powinni oni dochodzić swoich praw. Jej wypowiedź pada w momencie, gdy media opisują kolejne kontrowersyjne aspekty funkcjonowania Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Ujawnione zapisy umowy budzą wątpliwości przede wszystkim ze względu na zakres przekazanych praw. Zondacrypto zyskała bowiem nie tylko prawo do wizerunku sportowców, ale także dostęp do danych osobowych internautów. Dodatkowo to PKOl, a nie giełda, ma ponosić koszty ewentualnych roszczeń, co — zdaniem krytyków — stawia komitet w niekorzystnej sytuacji prawnej i finansowej.