Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego w Poznaniu napisali listy do premiera Donalda Tuska oraz prezydenta Karola Nawrockiego z prośbą o interwencję. Jak podkreślają, grozi im utrata dachu nad głową — w grę wchodzi ponad 200 mieszkań, z których lokatorzy mogą zostać eksmitowani. „Obawiamy się bezdomności” — alarmują w korespondencji do najważniejszych osób w państwie.

Sprawa nabrała rozgłosu po burzliwym przebiegu jednej z eksmisji na tym osiedlu. Jak przekazała policja, podczas interwencji związanej z wykwaterowaniem mieszkanki osiedla funkcjonariusze wylegitymowali ponad 60 osób. Ich zachowanie zostało potraktowane jako wykroczenie, a do sądu trafią wnioski o ukaranie tych osób. Sytuacja pokazuje, jak duże emocje i opór budzi wśród społeczności lokalnej planowane wysiedlenie.

Osiedle Maltańskie to jedno z większych skupisk mieszkań w Poznaniu, a zapowiedź eksmisji ponad 200 lokali oznacza problem dla setek osób, w tym rodzin z dziećmi. Mieszkańcy nie kryją obaw o swoją przyszłość i wskazują, że brakuje im realnego wsparcia ze strony władz samorządowych oraz państwowych. Listy do premiera i prezydenta są dla nich ostatnią deską ratunku w walce o pozostanie w dotychczasowych domach.

Autorzy listów zwracają uwagę, że sytuacja dotyka nie tylko pojedynczych lokatorów, ale całej wspólnoty osiedlowej. Podkreślają, że eksmisje na taką skalę mogą doprowadzić do rozbicia lokalnej społeczności i pogłębienia problemów socjalnych. W korespondencji do Donalda Tuska i Karola Nawrockiego mieszkańcy proszą o podjęcie działań, które zapobiegłyby realizacji planów wykwaterowań lub zapewniły lokatorom godne warunki zamienne.

Dotychczas ani Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ani Kancelaria Prezydenta nie odniosły się publicznie do otrzymanych listów. Nie wiadomo również, czy sprawa zostanie podjęta przez parlamentarzystów lub samorządowców z regionu. Mieszkańcy zapowiadają, że nie zamierzają się poddać i będą kontynuować starania o zwrócenie uwagi opinii publicznej na ich trudną sytuację.

Przebieg jednej z ostatnich eksmisji, podczas której doszło do starć z policją i legitymowania kilkudziesięciu osób, pokazuje, że napięcie wokół sprawy rośnie. Funkcjonariusze podkreślają, że ich działania miały na celu zapewnienie porządku i bezpieczeństwa, jednak dla mieszkańców są one dowodem na eskalację konfliktu. Sprawa z pewnością będzie miała swój dalszy ciąg, a listy do najwyższych władz w państwie mogą okazać się istotnym elementem presji na decydentów.

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.