Sekretarz stanu USA Marco Rubio oświadczył, że nie doszło do przerwy w wymianie informacji wywiadowczych z Ukrainą. Jego słowa kontrastują z doniesieniami Radia Swoboda, według których strona ukraińska nie została poinformowana o rosyjskim ataku na Kijów w nocy z niedzieli na poniedziałek. Sprawa dotyczy jednego z najbardziej wrażliwych elementów współpracy sojuszniczej w czasie wojny — ostrzegania przed nadlatującymi rakietami.
Rubio podkreślił również, że prezydent Wołodymyr Zełenski „powinien skupić się” na zakończeniu wojny. To sformułowanie wpisuje się w szerszą debatę o oczekiwaniach Waszyngtonu wobec Kijowa, choć sekretarz stanu nie odniósł się bezpośrednio do skutków nocnego ostrzału. Jego wypowiedź była odpowiedzią na wcześniejsze sugestie, że Stany Zjednoczone mogły ograniczyć przekazywanie danych wywiadowczych.
Według ustaleń Radia Swoboda Ukraina nie otrzymała ostrzeżenia przed atakiem balistycznym na stolicę. Ukraińskie MSW poinformowało, że w nocnym ostrzale zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Informacje te potwierdził także prezydent Zełenski, który dzień wcześniej mówił, że Stany Zjednoczone wznowiły przekazywanie Ukrainie danych wywiadowczych.
Rozbieżność między komunikatem amerykańskiego sekretarza stanu a relacją strony ukraińskiej rodzi pytania o faktyczny zakres współpracy wywiadowczej. Z jednej strony Waszyngton zaprzecza jakiejkolwiek przerwie, z drugiej — Kijów miał nie zostać uprzedzony o nadlatujących rakietach. Dla mieszkańców stolicy oznacza to, że mimo deklaracji sojuszniczych nie otrzymali oni czasu na schronienie się przed uderzeniem.
Sprawa nie jest odosobniona. Media zwracają uwagę, że to kolejny przypadek, w którym Ukraina miała nie zostać ostrzeżona przez sojuszników przed rosyjskim atakiem. Każde takie zdarzenie osłabia zaufanie do systemu wczesnego ostrzegania i podważa skuteczność deklarowanej współpracy. W kontekście wojny informacyjnej obie strony mają interes w tym, by przedstawiać własną wersję wydarzeń.
Waszyngton nie odniósł się publicznie do szczegółów nocnego ataku ani do tego, czy ostrzeżenie zostało przekazane z opóźnieniem lub w niepełnym zakresie. Sekretarz stanu ograniczył się do zaprzeczenia przerwie w wymianie danych. Tymczasem dla Kijowa kluczowe pozostaje nie tylko to, czy dane są przekazywane, ale czy docierają na czas, by ratować życie.
Sprawa pokazuje też, jak trudna jest ocena współpracy wywiadowczej w czasie rzeczywistym. Publiczne deklaracje polityków i relacje mediów nie zawsze się pokrywają, a szczegóły pozostają objęte klauzulą poufności. Bez niezależnego potwierdzenia trudno ustalić, gdzie leży prawda — czy w zapewnieniach Rubio, czy w doniesieniach ukraińskich mediów i samego prezydenta Zełenskiego.
Niezależnie od rozstrzygnięcia tej rozbieżności, nocny atak na Kijów przypomina o skali zagrożenia. Rosyjskie uderzenia balistyczne pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań dla ukraińskiej obrony powietrznej, a skuteczność ostrzegania ma bezpośredni wpływ na liczbę ofiar. W tej sytuacji każda deklaracja o wstrzymaniu lub wznowieniu wymiany danych wywiadowczych nabiera wymiaru nie tylko politycznego, ale i humanitarnego.
1