Amerykański publicysta Tucker Carlson wywołał oburzenie po tym, jak w rozmowie z brytyjskim politykiem Jacobem Rees-Moggiem stwierdził, że decyzja Adolfa Hitlera o zaatakowaniu Polski była uzasadniona, a brytyjska gwarancja bezpieczeństwa dla Warszawy z 1939 roku — błędem. Jego wypowiedź, która padła w trakcie szeroko komentowanego wywiadu, została natychmiast zdementowana przez historyków i dziennikarzy, wskazujących na fundamentalne braki w wiedzy byłego prezentera Fox News.

Carlson, znany z prawicowych i często kontrowersyjnych poglądów, przekonywał, że Wielka Brytania nie powinna była angażować się w obronę Polski przed nazistowskimi Niemcami. Argumentował, że gwarancje dla Warszawy doprowadziły do wybuchu II wojny światowej, a sam atak Hitlera na Polskę miał być rzekomo uzasadniony. Takie twierdzenia spotkały się z natychmiastową reakcją ekspertów, którzy przypomnieli, że to Niemcy hitlerowskie były agresorem, a Polska padła ofiarą zbrodniczej polityki III Rzeszy.

Wypowiedź Carlsona jest tym bardziej bulwersująca, że padła w kontekście trwającej wojny w Ukrainie i dyskusji o bezpieczeństwie wschodniej flanki NATO. Publicysta, który jeszcze niedawno był jednym z najbardziej wpływowych głosów w amerykańskich mediach, od lat powtarza narracje zbieżne z rosyjską propagandą, podważając sens wsparcia dla Kijowa i kwestionując rolę Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jego najnowsze słowa wpisują się w tę linię, próbując relatywizować odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej i unmiejszać znaczenie polskiego oporu.

Eksperci zwracają uwagę, że Carlson całkowicie pomija kluczowe fakty historyczne. Pakt Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku, tajny protokół o podziale Europy Wschodniej między III Rzeszę a ZSRR, oraz skoordynowana agresja na Polskę 1 września 1939 roku to wydarzenia, które jednoznacznie obciążają Niemcy i Związek Radziecki. Brytyjskie gwarancje dla Polski, choć niewystarczające militarnie, były odpowiedzią na rosnące zagrożenie ze strony Hitlera, a nie przyczyną konfliktu. Twierdzenie, że obrona Polski była błędem, jest nie tylko ahistoryczne, ale także głęboko krzywdzące dla pamięci milionów ofiar.

Reakcja środowisk dziennikarskich i historycznych była szybka i zdecydowana. W mediach społecznościowych i na łamach poważnych tytułów pojawiły się liczne komentarze obnażające ignorancję Carlsona. Podkreślano, że jego wypowiedź to nie tylko przejaw braku wiedzy, ale także świadomego rewizjonizmu, który może służyć interesom Kremla. W kontekście trwającej agresji Rosji na Ukrainę takie narracje są szczególnie niebezpieczne, ponieważ podważają zaufanie do sojuszy obronnych i mogą osłabiać jedność Zachodu.

Sprawa Carlsona to kolejny przykład na to, jak ważna jest rzetelna edukacja historyczna i odpowiedzialność mediów. W czasach, gdy dezinformacja rozprzestrzenia się błyskawicznie, a granice między opinią a faktem coraz częściej się zacierają, słowa wpływowych publicystów mają realne konsekwencje. Dla Polski, która wielokrotnie padała ofiarą agresji ze strony sąsiadów, takie wypowiedzi są szczególnie bolesne i wymagają stanowczej odpowiedzi.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Carlson wywołuje kontrowersje swoimi poglądami na historię i politykę międzynarodową. Jego sympatie do Władimira Putina i krytyka pomocy dla Ukrainy są dobrze udokumentowane. Tym razem jednak posunął się o krok dalej, jawnie broniąc decyzji Hitlera, co spotkało się z powszechnym potępieniem nawet wśród części jego dotychczasowych sojuszników. Sprawa pokazuje, że w debacie publicznej nie ma miejsca na relatywizowanie zbrodni i że historia II wojny światowej pozostaje niezbywalnym punktem odniesienia dla bezpieczeństwa Europy.

2Wyświetlenia

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.