Ponad 1500 osób utknęło we wtorek w porcie na wyspie Syros w Grecji po tym, jak w związku z alarmem bombowym zatrzymano tam statek wycieczkowy zmierzający do Izraela. Informację podał portal Times of Israel. Pasażerowie i członkowie załogi zostali ewakuowani z jednostki, a wycieczkowiec pozostał w porcie.

Według relacji, na które powołują się inne polskie serwisy informacyjne, groźba miała charakter anonimowy i dotyczyła rzekomego ładunku wybuchowego przymocowanego do kadłuba statku. Zdarzenie zbiegło się w czasie z falą fałszywych alarmów bombowych na europejskim niebie. Tego samego dnia awaryjnie lądowały samoloty kilku linii lotniczych, w tym dwa rejsy zmierzające do Warszawy.

Podobne sytuacje wymusiły we wtorek lądowania samolotów pasażerskich w kilku krajach Europy, w tym w Polsce. Źródła nie podają w przekazanych materiałach szczegółowych danych o skali utrudnień dla poszczególnych pasażerów ani o czasie, w jakim przywrócono normalny ruch. Nie podano też informacji o ustaleniach śledczych dotyczących autora groźby.

Wydarzenie wpisuje się w serię podobnych incydentów, w których fałszywe zgłoszenia o zagrożeniu bombowym wymuszają czasowe wstrzymanie żeglugi i lotów. W takich przypadkach służby portowe i lotnicze zwykle przeprowadzają kontrole bezpieczeństwa, zanim jednostka lub maszyna zostanie dopuszczona do dalszego rejsu lub lotu.

3Wyświetlenia

Autor

Bezpieczeństwo i świat

Tomasz Baran — bezpieczeństwo i świat, Rytm Kraju.