Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ostrzegł w sobotę w Monachium, że jego kraj znajduje się pod presją ugrupowań ekstremistycznych oraz zagranicznych przeciwników, a na czele tej listy stawia Rosję. Według szefa rządu Moskwa stanowi „ogromne zagrożenie” i dąży do tego, by destabilizować Niemcy na co dzień, a nie wyłącznie w przełomowych momentach.

Jak przekazała agencja Reutera, której depesza stanowi podstawę tej relacji, Merz wskazywał, że presja dotyczy nie tylko sfery politycznej, lecz także funkcjonowania państwa i nastrojów w społeczeństwie. Kanclerz mówił o działaniach zagranicznych podmiotów, które zmierzają do osłabienia zaufania obywateli do instytucji oraz do pogłębiania podziałów wewnątrz kraju. Ostrzeżenie padło w Monachium, mieście, w którym regularnie spotykają się przedstawiciele polityki bezpieczeństwa z wielu państw, co nadaje wystąpieniu szerszy wymiar międzynarodowy.

Słowa Merza wpisują się w kontekst wysokiego napięcia między Berlinem a Moskwą, które utrzymuje się od kilku lat. Kanclerz nie wskazał w przekazanych materiałach konkretnych incydentów ani liczb, które potwierdzałyby skalę tych działań, dlatego ocena zagrożenia opiera się na jego deklaracjach. Zapowiadał także reformy mające wzmocnić odporność państwa. Źródła nie przedstawiają jednak ich szczegółów, zakresu ani harmonogramu, więc nie można dziś określić, jakie konkretnie zmiany rząd planuje wprowadzić.

Dla odbiorców w Polsce ostrzeżenie kanclerza ma znaczenie w kontekście bezpieczeństwa całego regionu Europy Środkowej, gdzie zagrożenia hybrydowe i działania dezinformacyjne są od dawna przedmiotem debaty. Wypowiedź Merza pokazuje, że w Berlinie traktuje się ten problem jako stałą część codziennej polityki bezpieczeństwa, a nie wyłącznie kwestię incydentalną.

2Wyświetlenia

Autor

Gospodarka

Piotr Zieliński — gospodarka, Rytm Kraju.