Rosja przeprowadza falę aktów sabotażu wymierzonych w zakłady zbrojeniowe w Europie, wykorzystując do tego zwerbowanych członków lokalnych grup przestępczych. Jak podaje dziennik „The Telegraph”, powołując się na źródła w zachodnich służbach wywiadowczych, działania te mają na celu przetestowanie reakcji NATO i sprawdzenie, gdzie przebiegają czerwone linie sojuszu.
Operacje sabotażowe są prowadzone na szeroką skalę i obejmują kraje członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego. Rosyjskie służby mają werbować osoby powiązane ze środowiskami przestępczymi, które za pieniądze podejmują się działań dywersyjnych. Taki model działania pozwala Moskwie zachować pozory zaangażowania i utrudnia przypisanie odpowiedzialności za konkretne incydenty.
Zdaniem analityków cytowanych przez brytyjski dziennik, wybór zakładów zbrojeniowych jako celu nie jest przypadkowy. Uderzenia w infrastrukturę produkcyjną sektora obronnego mają bezpośrednio osłabić zdolność Europy do wspierania Ukrainy oraz do uzupełniania własnych zapasów uzbrojenia. To element szerszej strategii, która łączy działania wywiadowcze, cyberataki i klasyczną dywersję.
Źródła wywiadowcze wskazują, że Rosja celowo eskalować napięcie, badając, jak zareagują poszczególne państwa i cały sojusz. Każdy udany lub nawet wykryty incydent dostarcza Moskwie informacji o gotowości NATO do obrony kluczowej infrastruktury. Testowane są zarówno procedury reagowania, jak i determinacja polityczna do publicznego przypisania winy Rosji.
Służby bezpieczeństwa w Europie odnotowują wzmożoną aktywność rosyjskiego wywiadu wojskowego, znanego jako GRU. Werbowanie przedstawicieli lokalnych grup przestępczych ma być odpowiedzią na trudności w prowadzeniu klasycznych operacji szpiegowskich na terytorium państw NATO, gdzie kontrwywiad działa coraz skuteczniej. Wykorzystanie kryminalistów ma też zapewnić Rosji pewien poziom deniability, czyli możliwość zaprzeczenia odpowiedzialności.
Sprawa jest traktowana przez sojusz z najwyższą powagą. W ostatnich miesiącach w kilku krajach Europy zatrzymano osoby podejrzewane o przygotowywanie ataków na obiekty wojskowe i przemysłowe. Część z tych zatrzymań była wynikiem współpracy służb różnych państw członkowskich, co wskazuje na skoordynowany charakter rosyjskich działań.
Eksperci zwracają uwagę, że sabotaż w zakładach zbrojeniowych to nie tylko kwestia bezpieczeństwa fizycznego, ale również ekonomicznego. Przerwy w produkcji oznaczają opóźnienia w dostawach dla armii i dla Ukrainy, a także straty finansowe dla firm zbrojeniowych. W dłuższej perspektywie może to wpłynąć na tempo przezbrajania europejskich armii, które po latach ograniczonych budżetów starają się odbudować swoje zdolności.
Rosyjska kampania sabotażowa jest postrzegana jako element szerszej wojny hybrydowej, którą Moskwa prowadzi przeciwko Zachodowi. Obok działań w cyberprzestrzeni, dezinformacji i nacisków energetycznych, fizyczna dywersja staje się coraz częściej używanym narzędziem. NATO deklaruje gotowość do obrony swoich członków, jednak skuteczność tej obrony zależy od szybkiej wymiany informacji i zdecydowanych działań prewencyjnych.
Na razie nie ujawniono, w których dokładnie krajach doszło do wykrycia lub udaremnienia sabotażu. Wiadomo jednak, że skala zagrożenia jest na tyle poważna, że służby wywiadowcze państw sojuszniczych zdecydowały się na ostrzeżenie opinii publicznej. To sygnał, że zagrożenie jest realne i wymaga wzmożonej czujności zarówno ze strony służb, jak i przemysłu obronnego.