Cena gazu na holenderskim hubie TTF przekroczyła w środę 100 euro za MWh, co jest najwyższym poziomem od końca 2022 roku. Surowiec kosztuje obecnie około trzy razy więcej niż przed rozpoczęciem wojny z Iranem. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” polski rząd przygotowuje się już do interwencji, a jednym z rozważanych rozwiązań jest powrót do mechanizmu mrożenia cen.

Europejski gaz drożał systematycznie przez kilka miesięcy, jednak przekroczenie granicy 100 euro/MWh ma wymiar symboliczny i sygnalizuje powrót bardzo wysokich cen. Do rekordów z 2022 roku wciąż jest daleko, gdy TTF dochodził do około 340 euro/MWh. Obecna sytuacja zaczyna jednak odbijać się na przemyśle i może przełożyć się na rachunki gospodarstw domowych.

Za wzrost cen odpowiada kilka czynników. Najważniejszym pozostaje konflikt na Bliskim Wschodzie i zakłócenia w transporcie surowców. Dochodzą do tego mniejsze zapasy oraz ryzyko surowej zimy, która zwiększy zużycie gazu. Unijne magazyny są zapełnione w około 75 proc., podczas gdy rok wcześniej o tej porze było to około 83 proc. Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja w Niemczech, gdzie zapasy wynoszą około 60 proc. pojemności.

Europa jest lepiej przygotowana na kryzys niż cztery lata temu. Zużywa około 18 proc. mniej gazu niż w 2022 roku i znacznie ograniczyła uzależnienie od dostaw z Rosji. Coraz większe znaczenie ma jednak LNG sprowadzany statkami, a europejski import LNG w tygodniu zakończonym 9 października był o około 30 proc. niższy niż przed rokiem. Szef norweskiego Equinoru ostrzegł, że chłodna zima może doprowadzić do kolejnego gwałtownego skoku cen.

Polska jest w lepszej sytuacji. Według PFR pod koniec września magazyny były zapełnione w 99 proc. Pojemność polskich magazynów odpowiada jednak tylko około 15,1 proc. rocznego zużycia gazu w kraju, więc pełne zasobniki nie izolują Polski od europejskich cen. Komisja Europejska zapewnia, że mimo niższych zapasów system gazowy Unii powinien przejść zimę, dzięki większym możliwościom importu LNG, bardziej zróżnicowanym źródłom dostaw i mniejszemu zużyciu niż przed kryzysem z lat 2021–2022.

Wysokie ceny na giełdach nie przekładają się na rachunki od razu. Efekt pojawia się z opóźnieniem. Obecne taryfy zabezpieczają odbiorców do końca 2026 roku, a ceny w 2027 roku będą zależały m.in. od kosztów zakupu gazu i kontraktów długoterminowych. Minister energii Miłosz Motyka wcześniej zapewniał, że rząd zrobi wszystko, by nie dopuścić do gwałtownego wzrostu rachunków. Według „Rzeczpospolitej” bez dodatkowej ochrony państwa rachunki gospodarstw domowych mogłyby wzrosnąć nawet o około 35 proc.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wykorzystanie rozwiązania znanego z poprzedniego kryzysu energetycznego. Państwo ustaliłoby maksymalną cenę płaconą przez gospodarstwa domowe, a sprzedawcy otrzymywaliby rekompensatę pokrywającą różnicę między ceną chronioną a rzeczywistymi kosztami dostaw gazu. Na razie nie ma jednak gotowej ustawy ani ostatecznie ustalonej ceny, dlatego nie można jeszcze przesądzać, że mrożenie cen zostanie wprowadzone.

Problem nie dotyczy wyłącznie gospodarstw ogrzewanych gazem. Elektrownie gazowe wpływają na hurtowe ceny energii elektrycznej, szczególnie w okresach wysokiego zapotrzebowania. Pierwsze sygnały widać już w Polsce: we wrześniu średnia cena energii na Rynku Dnia Następnego wyniosła 666,68 zł/MWh, a kontrakt na dostawę energii w całym 2027 roku kosztował średnio 555,77 zł/MWh. W obu przypadkach były to najwyższe poziomy od 2023 roku. Najbliższe tygodnie mogą więc przesądzić o wysokości przyszłorocznych rachunków.

2Wyświetlenia

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.