Na Wall Street narasta niepewność co do perspektyw amerykańskich akcji. Najwięksi giełdowi optymiści, którzy jeszcze niedawno typowali dalsze wzrosty, zaczynają rewidować swoje prognozy. To sygnał, że wiara w trwałą hossę słabnie nawet wśród tych, którzy przez miesiące pozostawali jej najgłośniejszymi orędownikami.

Równolegle analitycy rynku naftowego z JPMorgan przyznają wprost, że nie potrafią przewidzieć, jak zakończy się konflikt na Bliskim Wschodzie i jaki będzie jego wpływ na światowe ceny surowców. Ta deklaracja bezradności ze strony jednego z największych banków inwestycyjnych świata pokazuje skalę niepewności, z jaką mierzą się obecnie inwestorzy.

Niepewność nie ogranicza się do samego przebiegu konfliktu. Chodzi także o to, jak długo potrwa zakłócenie dostaw i czy przełoży się ono na trwały wzrost kosztów transportu i ubezpieczenia ładunków. Dla importerów ropy oznacza to konieczność doliczania dodatkowych kosztów, które nie znajdują odzwierciedlenia w giełdowych notowaniach.

Norwescy analitycy rynku paliw zwracają uwagę na rosnącą różnicę między cenami widocznymi na ekranach a faktycznymi kosztami zakupu surowca. Importerzy płacą znacznie więcej, niż sugerują oficjalne kwotowania. Ta rozbieżność jest efektem m.in. wyższych stawek frachtu, kosztów ubezpieczenia oraz premii za ryzyko, które nie są widoczne w standardowych notowaniach.

Dla polskiej gospodarki, silnie uzależnionej od importu ropy, oznacza to potencjalnie wyższe koszty zaopatrzenia rafinerii i przedsiębiorstw transportowych. Jeśli różnica między ceną giełdową a rzeczywistym kosztem zakupu utrzyma się lub pogłębi, presja na ceny paliw może się utrzymać dłużej, niż wynikałoby to z samych notowań surowca.

Analitycy zwracają uwagę, że rynek naftowy działa dziś w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego, które trudno wycenić. Inwestorzy muszą brać pod uwagę scenariusze zarówno szybkiego wygaszenia konfliktu, jak i jego przedłużenia, a każdy z nich prowadzi do innych poziomów cen.

Na Wall Street ta niepewność przekłada się na ostrożniejsze podejście do akcji. Rewizja prognoz przez największych optymistów nie oznacza jeszcze odwrotu od rynku, ale wyraźnie sygnalizuje, że otoczenie zewnętrzne przestało sprzyjać bezwarunkowemu optymizmowi.

W najbliższych tygodniach kluczowe będą sygnały dotyczące dostaw ropy oraz rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. To one zdecydują, czy obecna niepewność przełoży się na trwalsze zmiany w wycenach aktywów, czy pozostanie jedynie krótkotrwałym zaburzeniem.

Autor

Społeczeństwo

Anna Wróblewska — społeczeństwo, Rytm Kraju.