Komisja Europejska rozważa nadanie Kanadzie statusu członka stowarzyszonego Unii Europejskiej. Byłby to precedens — żadne państwo nie ma obecnie takiego statusu. Rzecznik KE Olof Gill określił ten pomysł jako «wielki, śmiały i piękny», zastrzegając jednocześnie, że dyskusje nad jego kształtem i treścią dopiero się rozpoczną.

Według Gilla prace nad koncepcją mają ruszyć na szczycie w Kanadzie pod koniec października. Na razie nie przedstawiono żadnych szczegółów dotyczących tego, co miałby oznaczać status członka stowarzyszonego — ani w wymiarze politycznym, ani gospodarczym, ani instytucjonalnym. Bruksela nie opublikowała również żadnego oficjalnego dokumentu w tej sprawie.

Temat pojawia się w szerszym kontekście relacji handlowych między Unią Europejską a Kanadą. Komisja Europejska naciska na Polskę w sprawie umowy CETA — kompleksowej umowy handlowej i gospodarczej, która tymczasowo obowiązuje od 2017 roku, ale nie została ratyfikowana przez wszystkie państwa członkowskie. Polska należy do grupy krajów, które wstrzymują się z pełną ratyfikacją, co blokuje wejście umowy w życie w całości.

Status członka stowarzyszonego to kategoria, która nie występuje w unijnym prawie pierwotnym. Traktaty przewidują członkostwo pełne, a także różne formy współpracy z państwami trzecimi — od umów stowarzyszeniowych po partnerstwo strategiczne. Nadanie Kanadzie takiego statusu wymagałoby zatem wypracowania nowej podstawy prawnej lub zastosowania elastycznej interpretacji istniejących przepisów.

Kanada jest dla Unii Europejskiej jednym z najbliższych partnerów poza Europą. Łączą ją z UE umowy handlowe, współpraca w zakresie bezpieczeństwa oraz zbieżne stanowiska w wielu kwestiach międzynarodowych. Ottawa należy też do NATO i jest aktywnym uczestnikiem zachodnich struktur bezpieczeństwa.

Ewentualne nadanie Kanadzie statusu stowarzyszonego miałoby wymiar symboliczny i praktyczny. Z jednej strony wzmocniłoby więzi transatlantyckie w czasie, gdy relacje z innymi partnerami — zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi — podlegają wahaniom. Z drugiej strony otwierałoby pytanie o granice rozszerzania strefy wpływów UE i o to, czy podobne rozwiązania mogłyby w przyszłości objąć inne państwa.

Na razie brak konkretnych deklaracji ze strony kanadyjskich władz. Nie wiadomo również, czy temat znajdzie się w oficjalnym porządku obrad październikowego szczytu, czy pozostanie jedynie w sferze dyskusji roboczych. Komisja Europejska nie podała harmonogramu ewentualnych prac.

Sprawa jest o tyle istotna dla Polski, że dotyczy bezpośrednio unijnej polityki handlowej i relacji z Kanadą. Polska jest jednym z państw, które nie ratyfikowały CETA, co budzi pytania o spójność stanowiska Warszawy wobec Ottawy w momencie, gdy Bruksela rozważa pogłębienie współpracy z Kanadą.

Komisja Europejska nie wskazała, jakie warunki musiałaby spełnić Kanada, ani jakie obowiązki wiązałyby się z członkostwem stowarzyszonym. Rzecznik Gill ograniczył się do stwierdzenia, że pomysł jest «śmiały» i wymaga dopiero nadania mu treści. Oznacza to, że na tym etapie mówimy o koncepcji politycznej, a nie o gotowym projekcie.

Autor

Gospodarka

Piotr Zieliński — gospodarka, Rytm Kraju.